Tak jak tylko miłość czyni apostołami, tak też ona sama czyni świętymi.
DD III/23

W dzisiejszej Ewangelii toczy się dialog Jezusa z uczniami, ale to, co najmocniej porusza – przynajmniej mnie – w Janowej perykopie, której słuchamy na Mszy Wieczerzy Pańskiej to język gestów.

Czytamy ten tekst każdego roku (por. J 13, 1-15). Znamy go niemal na pamięć. Jezus wstający od wieczerzy, składający szaty, potem przepasany prześcieradłem, pochylony nad człowiekiem umywa mu nogi. Nie używa słów – a tak wiele mówi o tym, że bez służby, oddania i pokory, miłość nie będzie pełna, nie będzie taka, jak ma być: „do końca”. Dopiero teraz – z ludzką stopą w Bożej dłoni – jasnym się staje, co to znaczy kochać tak, że bardziej już nie można.

Jezus robi coś, co nie mieści się w kanonach relacji mistrz-uczeń. Bliska jest mi ta dezorientacja Piotra i jego „nie będziesz…”, kierowane do Jezusa. Żadna to fałszywa skromność. Może nawet nie upór, który można by od czasu do czasu Piotrowi przypisać. Z własnego życia wiem – niełatwo poradzić sobie z radykalnym gestem. Od tego momentu nie da się już żyć, ani myśleć tak samo. I to jest również ogromne zobowiązanie: nie zaniedbać…

Ktoś powie – Jezus daje po prostu dobry przykład. Ale to nie tylko to. Ani nie jest to tylko coś, co ma słuchacza Ewangelii wzruszyć, czy zachwycić. W języku Jego gestów „wybrzmiewa” więcej. Gest Jezusa jest źródłem siły do tego, aby służyć. Nauczyciel i Pan pochyla się, aby zająć miejsce sługi. Nie rodzi to w was – we mnie rodzi – pytania: gdzie właściwie jesteś, gdy szukasz swojego miejsca? Co robisz i jak robisz, gdy już uznasz, że jesteś „na swoim miejscu”? Czy nie tak właśnie, ciągle na nowo wchodzi się na drogę służby? Czy nie tak się człowiek uczy miłości do końca, czyli takiej, która daje siłę, by tego miejsca nie opuścić, choćby chwilami uwierało?

Poruszona językiem gestów z Ewangelii zastanawiam się nad językiem gestów Ojca Jordana. Wiadomo, że był on dość oszczędny w słowach, za to bardzo czytelny w gestach i postawach. O jego postawie klęczącej mówi się jak o kazaniu bez słów; że właściwie on klęczał nie tylko ciałem, ale i duchem: jego przyklęknięcia przekraczały znacznie normalną miarę pobożności jakiegoś kapłana i to kapłana pełnego wiary. Jego cichą modlitwę przed Najświętszym Sakramentem świadkowie określają: spektakl naprawdę poruszający. I wiadomo, że – podobnie zresztą, jak w Janowym opisie umywania nóg – nie chodziło o żadną „teatralność” w zachowaniu. Ojciec Franciszek, maksymalnie skupiony na Jezusie, nawet nie zdawał sobie sprawy, że ktoś ukradkiem mu się przyglądał podczas jego osobistych chwil przed Bogiem. W świadectwach tych, nazwijmy to, obserwatorów (jednak to nieszczęśliwa nazwa…), zachował się nawet fakt drżenia złożonych rąk, wyrażający stopień modlitewnego zaangażowania Franciszka od Krzyża. W języku gestów Ojca Założyciela jego duchowi synowie odczytywali jego życie jako ukierunkowane na wieczność; pełne nadziei na osiągnięcie wiecznego zbawienia. Czy to nie jest – dla wszystkich Jordanowych dzieci – lekcja na wzór tej dzisiejszej z wieczernika? Oczywiście, to nie jest cały język gestów Ojca Franciszka. Jest jeszcze uśmiech i podawanie ręki biedakom, czekającym na chleb pod Domem Macierzystym w Rzymie, są setki kilometrów, pokonywane w kiepskich warunkach, albo w chorobie, byle tylko wesprzeć współbraci na różnych salwatoriańskich placówkach; są zawsze otwarte drzwi do jego pokoju, a w Dzienniku nie brakuje osobistych wezwań, które Franciszek notował, szukając sposobów prowadzenia ludzi do dobra: Spróbuj raczej przez swoją czynną miłość bliźniego! (por. DD I/29); Przez miłość i łagodność (por. DD II/62). Taką, że już bardziej nie można…

Ewangelia odsłania mi dziś Boga, klękającego przed człowiekiem i umywającego mu nogi.
To słowo „bez słów” odsyła do Ojca Jordana „głoszącego” kazania milczącą modlitwą.
Pytam samą siebie: W jakim języku „mówią” moje gesty?
Sługo Boży Franciszku, pomóż mi, aby zawsze był to język miłości.
Nie innej niż „do końca”.

*

Informacje dotyczące modlitwy Sługi Bożego pochodzą z zapisów sesji Szkoły Duchowości Ojca Franciszka Jordana, autostwa ks. Piotra Szyrszenia SDS: „Między lękiem a ufnością” (ZFD 52/2011) oraz „Panie, naucz nas modlić się” (ZFD 81/2018).

**

Wpis na Wielki Czwartek z zeszłego roku można przeczytać TUTAJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s