O Jezu, jak pięknie jest trudzić się dla Ciebie, pracować i męczyć się dla Twojej chwały i dla zbawienia dusz! Czyż święta gorliwość nie jest jedynym, przez Boga chcianym lekarstwem, które cię może czynić zdrowym: płomienna dla Boga i zbawienia dusz, która pozwoli ci się mobilizować do niezmordowanego wysiłku, kierowanego przez dobry zamiar oraz podsycanego Bożą miłością?
DD I/138

Co wyszliście zobaczyć?  – pyta dziś Jezus w Ewangelii i to pytanie powtarza trzykrotnie, jak refren. Czyli jest ważne. I chyba nie dotyczy tylko Jana, ale i Tego, którego przyjście Jan zapowiadał.

Pochwała i świadectwo Jezusa o Janie Chrzcicielu odsłania prawdę o tym, jak Jan był rozumiany przez ludzi (por. Łk 7, 24-30). Nie ma co ukrywać. Sława Jana była ogromna, wielu chętnie dowiadywało się, kim on jest. Ale nie brakowało i tych, którzy się nim rozczarowali.  Zastanawiam się chwilami, co ja bym sobie o nim myślała, gdybym żyła w jego czasach i trafiła na tę jego pustynię. Może bałabym się iść do gościa, który krzyczy, jest ubrany dziwacznie i nie je normalnych rzeczy tylko szarańczę i miód leśny. Nie wiem, czy poszłabym słuchać kogoś, kto swym wyglądem i sposobem życia tak bardzo odbiega od standardów. W ogóle, daleki jest od obrazu idealnego ewangelizatora, który mam w głowie.

A Jezus, który daje dziś świadectwo o Janie zdaje się mówić mi: wyrzuć te swoje pozory z głowy. Przestań myśleć standardami, czy wyobrażeniami, które sobie nakładasz na rzeczywistość. Inaczej łatwo będzie „udaremnić zamiar Boży” względem ciebie, a najważniejsze, najpiękniejsze sprawy przejdą ci w życiu koło nosa. Bo Bóg zbawia nas tak jak On chce, a nie tak, jak my sobie to wyobrażamy.

Co wyszliście zobaczyć – jest dla mnie pytaniem Jezusa również o Niego samego. To znaczy – na jakiego Boga czekam w tym Adwencie? Bo może wcale nie czekam na Tego, który ma przyjść, tylko na jakieś moje wyobrażenie o Nim.  Przecież Mesjasz przyszedł niepodobny do tego, na jakiego czekano: urodził się w zwykłej stajni, jako bezradne dziecko, stał się tułaczem na wygnaniu, otaczał się biedakami, mówił o królestwie niewidzialnym, opierającym się na miłości i dobroci, a nie przemocy, wojsku i policji. Żeby na takiego Mesjasza czekać i takiego uznać w swoim życiu trzeba się oderwać od tego co zewnętrzne i powierzchowne, od tego co by mi może bardziej do wszechmocnego Boga pasowało. Tylko, czy może pasować coś bardziej niż miłość, która nie odstąpi ciebie i przymierze pokoju, które się nie zachwieje? (por. Iz 54, 1-10).

 Co wyszliście zobaczyć – słyszę dziś jako pytanie i o to, jak rozumiem życie i dzieło bł. Franciszka, któremu na chrzcie na imię dali tak samo jak prorokowi znad Jordanu.
Co „wychodzę zobaczyć”, gdy otwieram jego Dziennik Duchowy? Co widzę w dziele bł. Jordana, we wszystkich ludziach na różny sposób kontynuujących jego wezwanie do ratowania dusz?

Widzę, że jest tylko jeden wyznacznik „sukcesu” – pójście za głosem Pana.

Jeśli Pan woła, to nie zmienia mocy i charakteru tego wołania ani nasza przeszłość, ani przyszłość. Ani dziury w edukacji, długi i bieda Gurtweil, ani to, czy rozproszeni przez wojnę salwatorianie wytrwają w apostolskim duchu, jednoczącym ich wszystkich. Jeśli On woła – to sobie z tym poradzi. Sam uzdolni powołanych, by poradzili sobie ze wszystkim, co na nich przyjdzie.
Jeśli Pan woła, to nie ma znaczenia, czy w kategoriach ludzkich się nadaję czy nie. Jemu wystarczam. On tak już ma, że do realizacji zamiarów Bożych wybiera tych, co w opinii wielu mogliby robić niejedno, ale nie to…
Jeśli Pan woła, to choćby wydawało się, że wszystko jest do góry nogami, może właśnie znalazło się na swoim miejscu.

.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s