Najlepszym kazaniem jest dobry przykład, który dajecie.
Kapituła z 23.10.1896 r.

„Mówią bowiem, ale sami nie czynią” – stwierdza Jezus w dzisiejszej Ewangelii, ukazując swoim uczniom niedojrzałość religijnych przywódców z którymi się stykał. Mateuszowa perykopa kojarzy mi się z przemówieniem Ojca Jordana, którego tematem przewodnim jest przykład: Na pierwszym miejscu w wypełnianiu naszego apostolatu znajduje się exemplis, „poprzez przykład” – mówił swoim współbraciom.

W Ewangelii na dziś Jezus nazywa rzeczy po imieniu, demaskuje motywacje i ukryte intencje faryzeuszów i uczonych w Piśmie (por. Mt 23, 1-12) . Wiadomo jak to było: uczyli rygorystycznego podejścia do szabatu, czy czystości rytualnej bez uwzględniania trudności, jakie te wymagania nakładają na wiernych, a ze swojego religijnego przywództwa uczynili pokaz, zamiast aktu służby.

Można by się w sumie zniechęcić, słuchając jak się sprawy mają.

Ale Jezus nie ma na celu wzbudzić w słuchaczach przekonania, że lepiej dać sobie spokój z „autorytetami”, skoro…upadają. Bóg nie wzmacnia ludzkich rozczarowań. Trzeźwe widzenie rzeczywistości ma inny cel – ma pobudzić do mądrego działania.

Czytam przemówienie Ojca Franciszka, który swoim współbraciom mówi wprost: Kto zna siłę dobrego przykładu, musi czuć potrzebę, aby go dawać. I jeszcze: Dobry przykład pozostawi słodki posmak, wszędzie, przez lata, a nawet stulecia, będzie trwać jego sława.

Wszystko pięknie, ale co jeśli przykład jest zły? I tu Ojciec Franciszek podaje konkret: Tak jest wszędzie: zły przykład niszczy wszystko! (…) Trudno pojąć, jak wiele złego wyrządza jedno zgorszenie! Oby coś takiego u nas się nie zdarzało!

Kiedy myślę o życiu Ojca Franciszka i o wszystkich latach jego posługi, naznaczonych wieloma niełatwymi sytuacjami, którym trzeba było stawić czoła oraz o jego wielkiej ufności wobec Boga pośród namnażających się problemów, „czytam” jakby ciąg dalszy dzisiejszej Ewangelii.

Nawet jeśli ktoś, kto miał być przykładem, zawodzi, autorytety upadają, a świadkowie tracą wiarygodność to i tak zostaje życie do przeżycia, wybory do podjęcia. Nadal toczy się walka o wiarę, nadzieję i miłość. Sam Ojciec Franciszek tego doświadczał i to nie tylko wtedy, kiedy – również wśród ludzi Kościoła – powątpiewano co do jego dzieła apostolskiego, albo odmawiano mu wsparcia. Nie tylko wtedy, kiedy członkowie jego rodziny zakonnej potrafili nazywać go wariatem i jeszcze iść z tymi rewelacjami do gazet.

Co wtedy? Jak wtedy żyć, wierzyć, mieć nadzieję, kochać?

Klęczący godzinami przed Tabernakulum Franciszek Jordan miał swoje najlepsze exemplis. Zawsze wiarygodne, zawsze pewne – Jezusa Chrystusa. Jedynego Nauczyciela i Mistrza. Powtarzając sobie kiedyś, a nam dzisiaj: Stań się wielki przed Bogiem, a nie przed światem (DD I/31) dobrze wiedział, że żaden, nawet najlepszy ludzki autorytet nas nie zbawi. A i ten, kto miał nim być, a nie jest, nie musi zamknąć nam drogi do nieba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s