Wykonaj zamiar, jeśli taka jest Wola Boża! Bądź jednak zawsze bardzo pokorny, ponieważ wszystko, co dobrego się dzieje, jest sprawą Boga, nie twoją!
(DD I/151)

Rozumiem tych dwóch synów z dzisiejszej przypowieści Jezusa. Niestety rozumiem. Bo z autopsji znam i sztuczną gorliwość, z której ostatecznie nic nie wynika, i ociąganie się, gdy trzeba zrobić coś, co do mnie należy.

Pewnie arcykapłanów i starszych ludu trochę zezłościło, że zestawiono ich z celnikami i nierządnicami. Toż to „wcielenie” niewierności Bogu i lekceważenia Jego przykazań! A jednak Jezus to robi. Słucham tego dość bezradnie ale wiem, że Adwent to czas, by – chcąc nie chcąc – iść na całość. Religijne samozadowolenie jeszcze nikomu nie otworzyło nieba…

Ewangelia na dziś to przypowieść o dwóch synach, których ojciec chciał wysłać do swojej winnicy. Jeden zareagował od razu – OK… tylko na samym OK się skończyło; drugi przeciwnie: nie OK, ale przyszło opamiętanie, że OK to jednak lepszy pomysł (por. Mt 21, 28-32).

Słuchając dzisiejszego słowa na spółkę z myślami Ojca Jordana można by wysnuć stwierdzenie, że pełna realizacja Bożej woli nie musi dokonywać się od razu. Raczej jest tak, że całe ludzkie życie to historia odpowiedzi (różnych!) na Boże wezwanie. Wiadomo jak jest – nie wystarczy ani początkowy zapał, ani wierność, która ogranicza się do snucia ambitnych planów przemiany świata. Liczy się konkret, w którym Boża wola staje się naszym życiem. A to nie jest proste. Ale może warto, żebyśmy – wcale nie bez dopadającego zniechęcenia – mogli Go wybierać, a nie żeby „samo się w nas wybierało” – bez walki i automatycznie? Być może dlatego Bóg prowokuje nas różnymi wydarzeniami życia, żebyśmy nie byli zbyt święcie przekonani, że osiągnęliśmy już maksymalny poziom doskonałości?

Nie śmiem szukać u Ojca Franciszka zniechęcenia, czy lenistwa. Ale on, przyznając się w Dzienniku do niejednej walki duchowej, raczej by się nie wypierał. Skoro pokora jest prawdą (DD I/78), to w notatkach nie raz sobie napisał: nie zniechęcaj się (DD I/153*, DD I/94). I dobrze zobaczyć te słowa pośród licznych – właściwie od pierwszej do ostatniej strony – wezwań do pełnienia woli Bożej. Dla mnie to cenne, że Jordan pisze z taką uczciwością: to nie jest łatwe. Ale i z pełnym przekonaniem, że nic lepszego od woli Bożej nie ma. I jakby się ta wola Boża nie objawiła – lepiej nie stawiać na coś innego: Bądź zawsze radosny i stale chwal Boga, choćby spadło na ciebie, co On chce, owszem, ciesz się stale, gdy wola Boża spełnia się na tobie, czy to przez próby i doświadczenia, czy to przez nagrody! (DD I/11), (Szukaj) we wszystkim jednomyślności z wolą Bożą! (DD II/23); Całkowita zgodność z wolą Bożą (III/30; DD IV/30). Ciekawostka: między pierwszym cytatem, a ostatnim jest…czterdzieści lat (1876-1916). Czterdzieści lat niejednej walki…

Dziennik Duchowy często denerwuje mnie jak słowa Jezusa arcykapłanów w dzisiejszej Ewangelii. Bo czytając tyle zapisów żeby się z wolą Bożą zgadzać i na serio wyjść jej naprzeciw, prędzej czy później muszę stanąć przed pytaniami, które prowokuje opowiadana przypowieść.

Cóż z tego, że – jak arcykapłani – mam się za posłuszną Bogu? Cóż z tego, że inni widzą we mnie pobożnego człowieka? Co mi przyjdzie z dobrego samopoczucia, z przekonania o własnej wielkości, skoro nie potrafię właściwie zareagować w najważniejszym momencie? Ile razy zgubiła mnie pewność, że mam już w rękach swoją wiarę, że nic nie stanie mi na przeszkodzie podczas życiowej drogi? Ile razy myślałam, że już wiem, jak działa Bóg, a gdy zechciał ode mnie czegoś więcej, nie byłam w stanie wykrzesać z siebie wystarczającej energii, by zaryzykować i poszukać Go inaczej, by znaleźć Go gdzie indziej? Ile razy zdarzył mi się duchowy krach, mimo że byłam pewna swoich zasobów? Ile razy – słysząc: „Dziecko, idź” – doszłam do obnażającego wniosku: nie ma co liczyć na to, co udało się zgromadzić…?

Bliski staje mi się Ojciec Jordan w spotkaniu z dzisiejszą Ewangelią. Bo całkiem prosto mi pokazuje, że są momenty, gdy po prostu trzeba gdzieś pójść, coś zrobić. Czyli – życiem Bogu odpowiedzieć. I chyba w tym wszystkim wie, że nie zawsze uda mi się właściwie zareagować. Najważniejsze jest jednak to, by ostatecznie umieć się zachować. Dziennik Duchowy, pełen bardzo osobistych, szczerych zapisów ciągle „maluje” mi tę prawdę i tym samym daje nadzieję: człowiek jest zdolny do refleksji, do zastanowienia się nad sobą. Potrafi „odwołać” niechęć, złość, lenistwo. I mimo wszystkich swoich życiowych „nie chcę”, uda mu się w końcu konsekwentnie odpowiedzieć: „Idę, Panie”.

Sługo Boży Franciszku, pilnuj mnie, gdy w spotkaniu z wolą Bożą zacznę się ociągać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s