Im bardziej ożywia was duch apostolski, tym będziecie szczęśliwsi, a zarazem będziecie uszczęśliwiać innych.
Kapituła 28.06.1901 r.

Cieszę się, że właśnie dziś Ewangelia opowiada mi o uczcie. Właśnie dziś, kiedy Słowo z Jordanem świętuje pierwsze urodziny. Chciałabym z wieloma ludźmi usiąść przy jednym stole. Od początku nazywałam ten blog wspólnym. Jego główny bohater – wkrótce błogosławiony Franciszek Jordan uczył mnie zawsze, że przy Zbawicielu dla wszystkich starczy miejsca.

Jeden rok to całkiem krótko, jak na bloga. Krótko, jak na poznanie człowieka, któremu ten blog ma być poświęcony. Bardzo krótko, jak na doświadczenie modlitwy Słowem. Ale wystarczająco, by czuć wielką wdzięczność wobec wszystkich, którzy mi sobą zaświadczyli, że Sługa Boży Ojciec Franciszek Maria od Krzyża Jordan żyje. A droga, którą szedł, warta jest zrobienia pierwszego kroku. I następnego, i następnego…

Ewangelia mówi mi dziś, że królestwo niebieskie podobne jest do króla, który chce ucztować (por. Mt 22, 1-14). Ten król robi wszystko, by mieć z kim zasiąść przy stole. Jego starania ocierają się o dramat. Odrzucają go, a on walczy. Niezrażony, ciągle daje nowe szanse. Gdy widzi, że z zaproszonymi nie będzie mógł się porozumieć, zaprasza innych, „złych i dobrych”; po prostu każdego, kogo można spotkać na drodze. Oby mieć z kim dzielić się dobrem, oby mieć komu dać miłość.

To wyraźnie przypomina mi o Ojcu Franciszku Jordanie. Poznałam go właśnie jako niczym niezrażonego i zawsze „w drodze”. Zaimponował mi gotowością niesienia miłości wszędzie i wszystkim, także tym, co nie będą chcieli jej przyjąć (Nie lekceważ nikogo, ponieważ wszyscy są odkupieni przez Chrystusa! – DD I/21; Wszystkie kraje, wszystkie narody, wszystkie plemiona, wszyscy ludzie. Wszystkich jesteś dłużnikiem! – DD II/70). Poruszył pragnieniem ratowania choćby jednego tylko (por. DD II/1). Zachwycił długą modlitwą na klęczkach, którą wyobrażałam sobie, czytając zachowane wspomnienia współczesnych mu salwatorianów, co mówili, że sylwetka Ojca Założyciela, klęczącego godzinami w kaplicy to jak kazanie bez słów (Kto chce dokonać wielkich rzeczy, musi być człowiekiem modlitwy – DD II/81). Zmotywował mnie dyscypliną, która wzywała go do surowości wobec siebie i łagodności względem innych (Raczej umrzeć, niż nie być łagodnym! – DD II/66). Przekonał, żeby naprawdę słuchać Boga i dać się zaprosić z Nim do stołu (Prowadź rozmowy duchowe z dobrym Zbawicielem! Usiądź pokorny i otwarty u Jego stóp i słuchaj uważnie Jego słów! – DD I/65). Swoim życiem, pełnym oczekiwania na upragnione kapłaństwo powtarzał mi: jeśli znajdziesz się wśród tych zaproszonych na końcu, to wejdź chętnie i z wdzięcznością. Wszystko ma swój czas, a dopiero w cierpliwości dusza pokazuje, że pozbyła się miłości własnej, a przyoblekła w ogień Boskiej Miłości (DD I/69).

Ewangelia mówi, że każdy mógł przyjść na ucztę. Bo znalazło się miejsce dla wszystkich, którzy tylko chcieli wejść i skorzystać. A jednak człowiek bez stroju weselnego został z niej dość sugestywnie wyproszony. Zatrzymuje mnie ten fragment i myślę sobie – mało brakowało, a ja też zbyt lekko potraktowałabym okazję, która się nadarzyła. Długo zresztą myślałam, że „nie chcę przyjść”. A potem upierałam się, że weszłam na tę „Jordanową ucztę” niegodnie, „oniemiała”, totalnie nieprzygotowana, jakby „bocznymi drzwiami”, bo bez stroju zakonnego i skrótu SDS po nazwisku. Minęło trochę lat, zanim z jako taką odwagą zaprzyjaźniłam się z Ojcem Jordanem i świadomie przy nim usiadłam, zamiast przysiąść ot, tak, bezrefleksyjnie, albo w ogóle nie siadać, tylko ciągle się miotać: mogę, czy nie mogę? Cierpliwie poczekał, aż dojrzeję do tej przyjaźni i będę gotowa, by od siebie wymagać, odkrywając Jordanową pasję jako życiową szansę, której nie chcę zmarnować. Ona nie pozwala, by życie „samo” się działo. Solidnie wychowuje do tego, by wiedzieć, gdzie jestem, co robię i jaki ma to cel. Franciszek od Krzyża Jordan zawsze miał dwa: chwała Boża i zbawienie dusz (Szukaj mojej Chwały, szukaj zbawienia bliźniego! Nie mów niczego, co nie zmierza do tych celów! – DD I/192). U mnie wciąż bywa różnie z tymi celami. Jest się o co modlić. Oby nigdy nie było jak we fraszce: Mistyk wystygł, wynik cynik…

Jest coś jeszcze w tej Ewangelii, co wyraźnie prowadzi mnie do Ojca Jordana. Trudno mieć pretensje do króla, że na ucztę zaprasza w końcu kogo popadnie. Czemu tak wielkie dobra miałyby się marnować? Tylko dlatego, że ludzie zlekceważyli zaproszenie, że nie chcieli skorzystać, bo mieli co innego do roboty? Myślę o znanym Franciszkowi od Krzyża poczuciu odrzucenia (Jestem ojcem rodziny, która zaopatruje wszystkie dzieci i może im dać wszystko. Jakże to jest bolesne, gdy dzieci szukają pomocy gdzie indziej – DD I/166) i o tym, jak wiernie zanosił wszystkie trudności budowania Towarzystwa Boskiego Zbawiciela przed Tabernakulum. Byle tylko to wszystko się nie zmarnowało, byle zachowało choć odrobinę sensu, byle cała praca nie poszła zupełnie na marne, byle nie przegapić momentu służby drugiemu człowiekowi (Wszyscy – wszyscy – wszyscy! – DD II/71; II/82; II/109). Przecież nie brak tych, którzy naprawdę wiedzą, co to głód, nie brak i tych, których być może najchętniej trzymalibyśmy z daleka od stołu, a oni też chcieliby coś zjeść. Takie jest królestwo – mówi mi ten nie spoczywający nigdy Sługa Boży, chodzący wszędzie za choćby jednym (Nie spocznijcie, aż wszyscy Jezusa Zbawiciela poznają, pokochają i będą Mu służyć! – DD II/70) i ufający, że u Boga wszystko jest gotowe i czeka. Skorzysta ten, kto jest na tyle rozgarnięty, by nie zajmować się czymś innym wtedy, kiedy należy ucztować.

Uśmiecham się w te pierwsze urodziny Słowa z Jordanem, bo ucztować to nie tylko jeść i pić. To po prostu cieszyć się sobą nawzajem. Ojciec Franciszek mi podpowiada: cieszyć się towarzystwem. I wiem, że chodzi też i o Towarzystwo pisane wielką literą. Ucztować to – jak mówią dziś – kolekcjonować chwile i być za nie wdzięcznym. Mam takie swoje Jordanowe „kolekcje”. Zbieram je uważnie i – choć prowadzę tego bloga – bardzo rzadko dzielę się nimi z innymi. Franciszek Maria od Krzyża też nie zapisał w Dzienniku Duchowym wszystkiego, co przeżywał, mimo że nie przypuszczał, iż ktokolwiek będzie czytał jego notatki. Ale za to o wdzięczności dużo pisał i mówił. Na jednej z kapituł radził braciom: Mógłbym wam przytoczyć przykład pewnego człowieka, którego charakteryzowała niezwykła wdzięczność – nie spotkałem nigdy drugiego takiego człowieka – i który jak nikt inny zarazem budował wszystko na Opatrzności! Bądźcie zatem wdzięczni Bogu, przełożonym, dobroczyńcom duszy i ciała, nigdy o tym nie zapominajcie (1897 r.). Wspominany dziś w liturgii i od czasu do czasu cytowany przez Jordana św. Bernard też ma coś do powiedzenia: Pielęgnuj modlitwę dziękczynienia; wtedy Bóg obdarzy cię coraz większymi łaskami w coraz większym nadmiarze! (DD I/75).

Dlatego ten dzisiejszy urodzinowy dzień i uczta w Ewangelii są dla mnie prostym komunikatem: nie zapominaj być wdzięczną. Nie zapominaj swojego miejsca przy stole i nie zapominaj o tych, co zostali wybrani, by ci to miejsce wskazać. Nie zapominaj o miejscach, które przeznaczone są dla innych. Nie zapominaj nigdy, co ci się zdarzyło. I bądź szczęśliwa!

Na tym nie koniec.

Bo tak, jak trzeba umieć usiąść przy stole z wdzięcznością i szczęściem, tak trzeba umieć od stołu wstać i to szczęście nieść dalej. Również wdzięczność wymaga, aby każdy robił, co może – mówi Jordan braciom na kapitule w 1899 roku, a mnie porusza to w 2020. I nie pozwala już dłużej siedzieć. Każe wstać i według własnych możliwości oraz ze wsparciem Sługi Bożego iść, z jasno określonym celem: chwała Boża i zbawienie dusz. Wzywa, by pamiętać, że niejeden jeszcze człowiek szuka swojego miejsca przy stole. Oby kiedyś usiąść z nim razem i z wdzięcznością Bogu powiedzieć: cieszę się twoim towarzystwem.

*

Drodzy Czytelnicy Słowa z Jordanem, cieszę się Waszym towarzystwem! I cieszę się towarzystwem (i Towarzystwem ;)) Ojca Jordana, które pomogło nam się spotkać. W ten urodzinowy dzień dziękuję bardzo Wam wszystkim za wspólne chwile. Proszę o jeszcze. I jeszcze. I jeszcze… 😉

A zdjęcie zrobiono w urodziny Ojca Jordana (16.06)

**

20 sierpnia to nie jest przypadkowa data. Właśnie w tym dniu, dwa lata temu po raz pierwszy wzięłam Dziennik Duchowy do ręki:

A dokładnie rok temu odbyła się – już na blogu – „Jordanowa lekcja pierwsza”, którą przeczytać można TUTAJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s