„Wykonało się”:
ze względu na wolę Ojca,
ze względu na siebie samego,
ze względu na ludzi.
To jest dzieło zbawienia.
Żyj tak, żebyś u końca życia mógł powiedzieć:
„Wykonało się!” (J 19,30)
DD III/24

Ostatnie słowa są szczególnie cenne. Może dlatego, że zwykle są krótkie. Zdają się uciekać, urywane bólem i cierpieniem. Trzeba wytężyć słuch, by nic nie uronić. Trzeba szerzej otworzyć serce, żeby wszystkie mogły tam bezpiecznie trafić.

Ewangelie uczą nas słuchać ostatnich słów Jezusa. Przyjęło się mówić o siedmiu słowach, chociaż to raczej zdania – wypowiadane przez cierpiącego Jezusa – od momentu krzyżowania, aż do śmierci. Dziennik Duchowy też uczy słuchać ostatnich słów. Zostały spisane ze świadectw osób towarzyszących Ojcu Franciszkowi od Krzyża w dniach i godzinach jego agonii.

Pamiętam, kiedy czytałam je po raz pierwszy, tak na poważnie. Wtedy nie tyle kartkowałam sobie Dziennik, ile na serio próbowałam towarzyszyć Ojcu Franciszkowi w cierpieniu. Była wówczas setna rocznica jego śmierci, a ja „spontanicznie” pojechałam do Krakowa, by właśnie tam tę chwilę przeżyć. Pomysł był – delikatnie mówiąc – dziwny. Wciąż pamiętam pukających się w czoło znajomych: „Chcesz jechać 200 kilometrów, żeby o 20.02 (godzina śmierci Ojca Jordana) odmówić różaniec?”

Ostatnie słowa Pana Jezusa na krzyżu. Ostatnie słowa Ojca Franciszka od Krzyża.
To właśnie wtedy, na tamtym różańcu 200 km od domu, po raz pierwszy „spotkałam” te słowa razem. Dały się usłyszeć tak, jakby zawsze „brzmiały” wspólnie. I potwierdzały przekonanie Ojca Franciszka, że kto jest „od Krzyża”, ten musi być „na krzyżu”: Skoro macie przepowiadać Chrystusa ukrzyżowanego – sami musicie być ukrzyżowani (por. DD III/22).

*

Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, by w momencie niewyobrażalnego, własnego cierpienia martwić się o tych, którzy to cierpienie zadają?

Ukochany Bóg jest tak dobry – mówi mi Ojciec Franciszek na łożu śmierci.

Tak dobry, że wyprasza niebo nawet dla swoich oprawców.

Zaprawdę powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju (Łk 23,43).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, by we własnej agonii dostrzegać agonię drugiego i nie pozwolić, by poszła na marne, choćby nawet kończyła zmarnowane grzechem życie?

Niebo otrzymamy tylko przez Miłosierdzie Boże, inaczej nie wejdziemy tam – tłumaczy Ojciec Franciszek pochylonym nad nim i proszącym go o modlitwę.

Taka jest droga zbawienia – wytyczona miłosierdziem. Innej – dzięki Bogu – nie ma.

Niewiasto, oto syn Twój. (…) Oto Matka twoja (J 19, 26-27).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, by troszczyć się do końca o choćby jednego ucznia, podczas gdy reszta uciekła? By powierzyć go opiece Matki, pełnej łaski?

Mój Boże, błogosław moje dzieci, umocnij je, ucz je walczyć i uczyń, żeby wszyscy zostali świętymi! – umierając modli się Ojciec Franciszek.

Obaj dbali o to za życia, obaj dbali w chwili śmierci – żeby o każdym jednym, o każdym z nas – można było kiedyś powiedzieć: Jaka Matka, taki syn.

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mk 15,34).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, żeby, nie mając żadnego grzechu, z miłości solidaryzować się z każdym grzesznikiem – w bólu osamotnienia i odrzucenia, który towarzyszy tym, co pierwsi Go odrzucili?

Cierpienia są duże, do tego oschłość ducha, jednak cierpienia są miłością Boga – tłumaczy mi Ojciec Franciszek udręczony chorobą.

Taka jest dobroć i miłość Zbawiciela, który umiera nawet za tych, co ani myśleli dla Niego żyć.

Pragnę! (J 19,28).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, by zgodzić się na ludzkie ciało, doświadczające ograniczeń, pragnienia, wyczerpania, konania? A wszystko po to, by ludzkość nie musiała konać w strachu końca, lecz w pokoju, że to dopiero początek?

Mój Boże, jak cierpię, jednak nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie! – woła umierający Ojciec Franciszek, niczym Chrystus w Ogrójcu.

Jest pewien jak On – kto pragnie woli Bożej, nawet u kresu sił usłyszy nadzieję: „Oto wszystko czynię nowe” (Ap 21,5).

Wykonało się (J 19, 30).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, żeby całe życie oddać „sprawom Ojca”, czyli Jego dzieciom? I za nie wszystkie zapłacić najwyższą cenę?

Wszystko, jak Bóg chce – ufnie powtarza Ojciec Franciszek.

A On nie chce śmierci. Umiera, bo chce tylko Życia.

Ojcze, w Twoje ręce, powierzam ducha mego (Łk 23,46).

Jakim trzeba być Człowiekiem i jakim Bogiem, żeby od Ojca wyjść i do Ojca wrócić, nie zostawiając po drodze nikogo, kto usiłowałby krążyć własnymi drogami, bez podawania Ojcu ani ręki, ani duszy?

Mój Jezu, Twój jestem, tak, Twój, tylko Twój cały – szepce Ojciec Franciszek i zawstydza mnie tymi słowami.

Zawsze taki był – im bardziej obolały, tym bardziej ufny. A im bardziej ufny, tym bardziej gotowy ratować wszystkich. Jak Jezus…

**

Wobec cierpienia – czy to Boga, czy człowieka – zawsze trzeba ważyć słowa. I wybierać wolę Bożą, a nie własną. „Wykonało się” – to jedyny i najlepszy komentarz na dziś. Daj Boże – na całe nasze życie.
Oby opowieść o nas – tak, jak cała historia Ojca Jordana – stawała się coraz bardziej opowieścią o Zbawicielu. O Ukrzyżowanym Bogu, który za trzy dni zmartwychwstanie.

***

Spisane tu refleksje „siedmiu słów” zrodziły się w setną rocznicę śmierci Ojca Franciszka Jordana, 8 września 2018 roku, w kościele Boskiego Zbawiciela w Krakowie. Dane mi jest teraz – i po raz pierwszy w życiu – przeżywać tam Triduum Paschalne. Można powiedzieć, że spełniam marzenie, bo zawsze chciałam uczestniczyć w liturgii Świętych Dni razem z tą wspólnotą. Nie przypuszczałam, że stanie się to w taki sposób – z wirusem za oknem, laptopem na stole i Komunią św. przyjmowaną sercem. Być może to jest najważniejsza ze wszystkich duchowa lekcja Ojca Franciszka od Krzyża: dobroci i miłości Zbawiciela nic nie może ograniczyć.
I – sama nie wiem jak (por. Mk 4,27) – ale WordPress mówi, że to jest dokładnie setna lekcja tutaj opublikowana.

Ps 145,9 🙂

Fragmenty tekstu zapisane kursywą to Ostatnie słowa Ojca Franciszka Marii od Krzyża Jordana zachowane i spisane dzięki świadectwom wikariusza generalnego Ojca Pankracego Pfeiffera SDS oraz Sióstr Miłosierdzia: s. Huberty Dehottay i s. Aloysii Bellwald. Wszystkie zostały opublikowane w Dzienniku Duchowym.

A gdyby ktoś szukał transmisji (trzeba oglądać przez youtube).
Klikając w opis zdjęcia – można przejść do strony http://www.krakow.sds.pl/ Tam jest więcej informacji.

Kościół pw. Boskiego Zbawiciela – Kraków (Zakrzówek)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s