Niech Bóg błogosławi nas wszystkich, wszyscy Jego jesteśmy.
DD, Ostatnie słowa

To musiał być piękny widok. Stary ojciec trzyma na rękach maleńkiego syna i wychwala Boga za wierność ludziom i obietnicom, które im daje. Naprawdę nie mogło być lepszego zakończenia Adwentu z Jordanem.

Porusza mnie bardzo, że w ten ostatni dzień Jordanowej inicjatywy, Słowo Boże mówi do mnie Pieśnią Zachariasza – czyli modlitwą uwielbienia za Jana Chrzciciela. Za tego, który całe życie oddał, by prowadzić innych do Zbawiciela. I miał tak samo na imię jak…

Nie, to nie może być przypadek. Zresztą, podobno przypadek to drugie imię Opatrzności Bożej. Owszem, staram się nie nadawać zbyt szybko swoim, nawet najpobożniejszym myślom rangi: „Bóg mi powiedział”. Ale wierzę, że to był Jego pomysł, ten Adwent.

Jestem wdzięczna. I uśmiecham się do dzisiejszej Ewangelii (por. Łk 1, 67-79), bo pomaga mi trwać w tej wdzięczności i lepiej ode mnie wyraża, co działo się w moim życiu (być może także w życiu innych?), przez ostatnie dwadzieścia cztery dni.

Zachariasz wielbi Boga hymnem, bo jest napełniony Duchem. Czyli nie mówi sam z siebie. Choć wybrzmiewa jego głos, to słowa, które wypowiada, są darem i dziełem Boga. To On uzdalnia Zachariasza do uwielbienia.

Podobnie można powiedzieć o Ojcu Jordanie, przekonanym zawsze, że bez Boga nic nie może uczynić. Że wszystko, co podjął i zrealizował, było tylko na chwałę Bożą i dla zbawienia dusz.
Zasada Adwentu z Jordanem była taka: słuchać Ducha i skupiać się tylko na tym, co On mi podsuwa jako dobre w danym czasie.
I… czas pokaże, czy cokolwiek z tego wyszło.

Zachariasz modli się „pamięcią”. O wiernym Bogu, który zawsze spełnia to, co obiecuje. O Jego miłosierdziu, które okazywał ojcom, o wyzwoleniu, którym obdarzył lud, o przymierzu, które z nim zawarł.
Mogę powiedzieć, że Adwent z Jordanem był moją „modlitwą pamięci”. O Bogu jedynym i prawdziwym, który wciąż daje mi się poznać w życiu i dziele Ojca Jordana. O Zbawicielu, którego On posłał, aby świat mógł doświadczyć miłości silniejszej niż śmierć. O wszystkich, którzy, opowiadając mi o swoim Ojcu Założycielu, prowadzili i prowadzą mnie nie tyle do niego, ile do Boga Ojca i Syna Bożego – pokazując mi, że naprawdę nie ma nic ważniejszego, niż Boża Wola i największa Chwała Boża (DD II/89).

W hymnie Zachariasza wybrzmiewa coś jeszcze: hojność. Hojna jest przecież ta „serdeczna litość naszego Boga”; hojny jest Bóg w przebaczaniu; hojny w obdarzaniu pokojem…
Adwent z Jordanem zrodził się z wielkiej hojności Boga i ludzi. Dzielić się można tylko tym, co się ma. A ma się tylko to, co się dostało (por. 1 Kor 4,7).

„A ty, dziecię” – mówi Zachariasz do swojego maleńkiego syna i wyśpiewuje jego wielką misję, którą, jako dorosły – spełni do końca i za najwyższą cenę. To jedno, proste słowo porusza mnie dziś najbardziej: dziecię. Nie tylko dlatego, że za chwilę właśnie w Dziecku objawi się sam Bóg.

Przekonałam się w tym Adwencie – działanie łaski jest delikatne jak dziecko – łatwo można je zranić, czy zabić. Życie łaski zależy od Boga, ale zależy także od ludzi. Aby obumarło nie trzeba go zabijać, wystarczy się nie troszczyć, nie chronić, zapomnieć…
Jordanowa pasja i misja obejmująca wszystkich, mówi mi: trzeba chronić łaskę Bożą w sobie, ale i w duszach innych ludzi.
Jak?
Warto spytać Ojca Franciszka, klęczącego godzinami w kaplicy…

Dlatego Adwent z Jordanem wyrósł z modlitwy. Nie tylko mojej. Modlitwa innych towarzyszyła mi w czasie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam i w miejscach, w których nawet nie śmiałam marzyć, że wybrzmi.

Przy grobie Ojca Franciszka Jordana w Rzymie

Podjęłam tę inicjatywę w pierwszej kolejności dla siebie. Ale modliłam się, by mogła służyć także innym. I chyba służyła…

Kończę dziś Adwent z Jordanem i bardzo się cieszę, że Ewangelia mówi: bądź wdzięczna. Wdzięczność ma moc. Ta moc nie pozwala mi zapomnieć, że nie wszystko (albo i nic) jest moją zasługą, że niesie mnie Boża łaska, ale także życzliwość i wsparcie innych. Że nie żyję sama dla siebie. Nawet sama dla siebie nie piszę…

Rozpoczynając wszystko dwadzieścia cztery dni temu miałam jakieś swoje wizje i oczekiwania. Ale to, co się potem zdarzyło, przerosło je wszystkie. Kiedy słyszę dziś, w ostatnim dniu, w hymnie Zachariasza: „Bóg swój lud nawiedził” – nie mam wątpliwości. Tak właśnie się stało.

Bezradnie szukam słów wdzięczności Bogu i wszystkim, którzy ten Adwent z Jordanem przyjęli jak swój.

I nie znajduję.

Ale za to odnajduję się w „mnogich, ludziach ubogich”, którzy „pełni zdziwienia, upadli na kolana…”
I niech to będzie całe moje podziękowanie.

Kto wie – może kiedyś ruszy inicjatywa Boże Narodzenie z Jordanem?
A póki co – niech Święta Wcielenia Syna Bożego będą dla nas źródłem radości i niegasnącej nadziei, że skoro Bóg stał się Człowiekiem, to w człowieku możemy Go spotkać.
Od tej nadziei zaczyna się pasja Jordanowa…

Boże jedyny i prawdziwy, bądź uwielbiony za wszystko, co zdziałałeś w sercu Sługi Twojego Franciszka, a przez niego – w sercach nas wszystkich!

*

Pełni natchnienia, pełni zdziwienia upadli na kolana…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s