Proś codziennie bardzo usilnie Boga i Najświętszą Dziewicę i nie ustawaj w tym, żebyś mógł przynieść wielką, Bogu miłą rodzinę mężczyzn i kobiet, tak liczną jak piasek morski i gwiazdy na niebie.
DD I/185

Czy w Twoich stronach urodził się jakiś wielki człowiek?
Nie. Odkąd pamiętam rodziły się zawsze małe dzieci.
Taką anegdotę opowiedział mi kiedyś mój tata. Lubię ją, bo w swej prostocie uświadamia mi, że każda, wielka historia ma jakiś swój – często do bólu zwyczajny – początek.

O początku mówi mi też dzisiejsza Ewangelia (por. Mt 1, 1-17), przedstawiająca cały rodowód Jezusa. Długi, pełen trudnych do wypowiedzenia imion. Ale lubię go słuchać, bo przypomina mi, że każdy pochodzi od kogoś. Że każdy ma jakąś rodzinę. Lepszą, gorszą, ale jednak rodzinę. Nawet sam Bóg.

Niby wiemy, że Syn Boży żył na ziemi jak normalny człowiek, jego Matką była zwykła hebrajska kobieta i miał przodków o różnej reputacji. Ale nawet na ostatniej prostej przed Bożym Narodzeniem, czyli przyjściem Jezusa na ziemię, łatwiej jest „wsadzić” Go na niebiosa i nie myśleć o tym, że święty Bóg naprawdę chciał i chce być związany z tym nieidealnym światem.

Nieidealnym, bo wielu osobom, wymienianym tu w Ewangelii z imion, można mieć sporo do zarzucenia. Taki Roboam miał osiemnaście żon i trzy razy więcej nałożnic, Amos czcił obcych bogów, a Manasses był beznadziejnym władcą. Ale Jezusowi nie przeszkadza utożsamić się z nimi wszystkimi i przyznać: tak, to moi przodkowie. Moi bliscy. Moja rodzina.

Bo rodzina jest ważna. Jak bardzo, wiedział też Ojciec Franciszek Jordan, choć nie było mu w życiu łatwo, także z powodu najbliższych.

Zachęcona Ewangelią, chcę przyjrzeć się trochę przodkom Ojca Jordana. Czternaście pokoleń wstecz sobie odpuszczę, ale jego najbliższa rodzina mi wystarczy, by dowiedzieć się czegoś cennego, także o nim samym.

Rodzice Ojca Franciszka – Lorenz i Notburga – to prości ludzie, uczciwie i wytrwale mierzący się z życiem, które – naprawdę i to lekko mówiąc – wcale ich nie rozpieszcza. Gnieżdżą się w małym, jednopoziomowym domku w Gurtweil, razem z trzema swoimi synami, ojcem Lorenza i jeszcze szwagierką z dzieckiem.

Ojciec Lorenza, czyli dziadek Jana Chrzciciela – Franz – człowiek obrotny, pełniący wiele funkcji wśród lokalnej społeczności i ze smykałką do interesów – ostatecznie narobił takich długów, że w ich spłatę muszą angażować się całymi latami nie tylko dzieci, ale i wnuki. Między innymi dlatego Jordan ciężko pracuje właściwie od dziecka.

Przez te wszystkie długi małżeństwo Lorenza i Notburgi Jordanów może zostać zawarte dużo później, niż oni sami by sobie tego życzyli. Na ceremonii Notburga jest w zaawansowanej ciąży, Jan Chrzciciel Jordan urodzi się osiem dni później (16 czerwca 1848 r.). A jeszcze, pięć dni przed ślubem, odbywa się pogrzeb matki Lorenza, Anastazji. Wszystko tu się przeplata: radość z bólem, życie ze śmiercią. Mam wrażenie, że u wszystkich Jordanów będzie tak już do końca.

Trzeba wspomnieć wypadek taty Lorenza, który przez długi swojego ojca Franza ima się każdego zajęcia, żeby tylko uzbierać pieniądze na spłatę – jest grabarzem, stróżem, woźnym. Ciuła grosze. W końcu podejmuje pracę stajennego…. i zostaje stratowany przez konie. Źródła mówią, że tych koni mogło być nawet pięćdziesiąt. Jeden człowiek i pięćdziesiąt koni! Dramat, w wyniku którego Lorenz ma ranną nogę i tułów, wiadomo też coś o „słabości w prawej ręce”, która, po tym co się zdarzyło, pozostała „krótsza i niesprawna”.

Kiedy to wszystko się dzieje, chłopaki od Jordanów są jeszcze mali. Martin ma 12 lat, Jan Chrzciciel – 7, a Eduard – 4. Gdy Lorenz umrze, Ojciec Jordan będzie miał zaledwie 15 lat. I nic już potem nie będzie dla niego takie samo…

Nie dziwię się mamie Notburdze, ze miała dość oschły charakter. Trudno mieć inny, skoro życie to pasmo udręk. Niepełnosprawny mąż, dorastający synowie i te niekończące się długi – sytuacja nie do pozazdroszczenia, a ona jedna musi się o wszystko zatroszczyć. Pieniędzy wciąż brakuje, pożyczki tylko powiększają zadłużenie. Notburga umiera wyczerpana i schorowana. Na początku grudnia – dokładnie drugiego, była rocznica jej śmierci.

Dodajmy od razu, że obaj bracia Jana Chrzciciela też nie mają łatwo. Starszemu – Martinowi – umiera żona i zaraz potem córka, młodszy – Eduard także przez pewien czas jest wdowcem z dziećmi.

Dużo można się nauczyć o życiu w takim domu i takiej rodzinie. Szybko trzeba dojrzeć i zabrać się do roboty, żeby rodzinny bilans wreszcie przestał wychodzić na minus. Kto wie, może właśnie dzięki tej, udzielonej już za młodu lekcji odpowiedzialności, zrodziło się, zapisane po latach przez Jordana w Dzienniku: Nikomu nie być przeszkodą, a dla wszystkich być pomocą (DD III/16)?

Może już w tej, naznaczonej trudami rodzinie, pojawiło się u Jana Chrzciciela, nieuświadomione jeszcze, pragnienie stworzenia innej Rodziny, zajmującej już nie ten jednopoziomowy domek ze słomianym dachem, ale cały świat?
Może w tym ciągłym poświęcaniu się jedni dla drugich, zaczęła w Jordanie nieśmiało kiełkować pasja ratowania wszystkich, a głos powołania szeptał: pochodzisz od kogoś, ale Bóg jest pierwszy?

Pochylam się dziś nad tym małym, według źródeł mizernym (nie przypomina wam to czegoś, co też było mizerne, ciche i liche?) domkiem w Gurtweil i widzę w nim wiele innych domów, w różnych miejscach świata i z miejscem dla każdego, według pasji Ojca Jordana, obejmującej wszystkich. Także mnie. A skoro tak, to i ja się „mieszczę” w tym, jak podaje Dziennik Duchowy: trudnym, ale błogosławionym początku historii życia Ojca Jordana. Tak, jak w rodowodzie Jezusa „mieści się” wielu różnych…

Jak dziś – czekając na narodziny świętego Boga w ludzkiej rodzinie – nie mówić z wdzięcznością o tej, dla wielu wyjątkowej – Rodzinie, która także zaczęła się w całkiem zwyczajnej i powstała właśnie ze względu na Zbawiciela?

Różnie można się modlić za dzieło Franciszka od Krzyża. Ja lubię prosić słowami jego samego:
...aby rozprzestrzeniało się wszędzie i czyniło olbrzymie postępy ku chwale Boga Wszechmogącego i dla zbawienia dusz. Niech będzie bez błędu i skazy, miłe Bogu, Jemu wyłącznie służy (DD I/157*).
Amen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s