A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
J 17,3 DD I/178

Gdy czytam w dzisiejszej Ewangelii o przyjściu proroka, z którym ludzie „postąpili jak chcieli”, ponieważ go nie poznali, trochę się trwożę. Bo tak sobie myślę – ile razy Bóg przyszedł do mnie w kimś, na kogo nie chciało mi się zwracać uwagi?

„Nie poznali go” – te słowa Jezusa o Eliaszu, przychodzącym w osobie Jana Chrzciciela naprawdę nie dają mi spokoju (por. Mt 17, 10-13). I właściwie wiem dlaczego. Raczej ogarniam, że Bóg mówił przez proroków. Wierzę, że nadal przez nich mówi. Ale doskonale pamiętam, jak to jest, kiedy na proroka, zamiast poruszeniem serca, reaguje się wzruszeniem ramion.

Chcę to uczciwie powiedzieć – tak właśnie było z Ojcem Jordanem w moim życiu. Pasja, która dziś daje mi tyle radości, zaczęła się od…obojętności. Od bezmyślnego przechodzenia obok jego portretów, wiszących na ścianach salwatoriańskich domów rekolekcyjnych. Od ignorowania jego słów zasłyszanych to tu, to tam. Od przekonania, że znam już wystarczająco dużo świętych i błogosławionych, więc „postąpię jak chcę” i nie będę sobie Sługą Bożym, Franciszkiem Marią od Krzyża Jordanem, Założycielem salwatorianów – zawracała głowy.

A dziś – czternastego dnia Adwentu z Jordanem – staję trochę zawstydzona przy nierozpoznanym proroku z Ewangelii i tak sobie myślę: a gdybym nie poznała Ojca Jordana?

Najmniejszą stratą byłby brak tego wpisu i w ogóle bloga. Lubię pisać, więc może prowadziłabym jakiś inny. Ponadto– ten nie jest jedyny, którym się zajmuję.

Ale z resztą spraw mogłoby być dużo gorzej.

No bo jaka byłaby dziś moja relacja z Jezusem, gdybym nie poznała Franciszka od Krzyża, tego, co przejął ogień i rozpalił serca milionów (por. Syr 48,1)? Przecież to on tak „ciągnie” mnie do Zbawiciela, który „chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (por. Łk 3, 16)! To on uczy dostrzegać Boga w każdym człowieku i to nie tylko w klimacie zbliżającego się Bożego Narodzenia (por. DD I/133). Jeszcze potrafi przekonać do tego tak mocno, że na lekcji o Adwencie czasem pytam uczniów: „Czy wiecie, że Bóg przychodzi do mnie codziennie także w was?”, a trzydziestu pięciu siedemnastolatków, raczej nieczęsto bywających w kościele, patrzy na mnie z nieukrywanym zdumieniem i w ciszy, której rzadko doświadcza się na katechezie.

Jaka by była moja modlitwa, gdybym nie wzięła sobie do serca, że nie będzie nigdy bezowocna, jeśli tylko jest dobrą modlitwą. Albo będzie mi dane to, o co proszę, albo otrzymam jeszcze większe łaski (DD I/170) i gdybym nie zachwyciła się „widowiskiem naprawdę poruszającym”, jak określano wielogodzinną modlitwę Ojca Jordana przed Najświętszym Sakramentem?

Jaka byłaby dziś moja miłość do słowa Bożego, gdyby nie Jordanowe napomnienia: Czytaj częściej Pismo Święte; albo lepiej: nigdy nie wypuszczaj Pisma Świętego ze swoich rąk! Sen powinien zastać cię z Biblią w ręce, a święte strony niech przyjmą twoją skłaniającą się głowę (DD I/145).

Jaka by była moja codzienność, nie oszukujmy się – często zawalona robotą – gdyby mnie Ojciec Jordan nie uczył, że wypełnianie obowiązków jest dochowaniem wierności samemu Bogu (por. DD II/20)?

Jak patrzyłabym dziś dla siebie, na swoje zalety i wady, na własny potencjał, ale i moje granice, gdyby nigdy nie poruszyło mnie głęboko zdanie: Opatrzność Boża stworzyła mnie (DD I/185)?

Jak przyjmowałabym cierpienie, które nieraz sprawia, że więcej nie mogę, niż mogę, gdybym nie usłyszała od umierającego Franciszka od Krzyża, że ono także jest apostolatem?

Jaka bym była dla innych, zwłaszcza tych, co bywają trudni i nieprzychylni, gdybym nie prześledziła historii życia Ojca Jordana, w której nie brak odrzucenia przez wielu i tzw. przypadkiem nie natrafiła na słowa z Dziennika Duchowego: Obyśmy nigdy nie zapomnieli, że na ziemi mogą być ludzie, których wieczne zbawienie związał Bóg z naszą gorliwością i naszą modlitwą (DD I/88)?

Jaka bym była dzisiaj dla tych, którzy jako pierwsi opowiedzieli mi o swoim Ojcu Założycielu (Inni przyjdą i będą, (…) pracować dalej; Mój Boże błogosław moje dzieci…) gdybym, obdarowana hojnie i we właściwym czasie, nie zaczęła się z wdzięcznością zastanawiać: skąd oni to mają?

Jak uwierzyłabym, że prorokiem, podobnym do Eliasza (por. Syr 48,4) może być każdy, gdyby Franciszek Jordan z właściwą sobie łagodnością i cierpliwością (por. DD II/93) nie przekonywał mnie, że naprawdę jest coś, co mogę o Bogu powiedzieć światu właśnie ja?

Jak przyjęłabym tę Jordanową pasję, podarowaną mi za nic i inspirującą na całego, gdybym co rusz nie słyszała: nie możesz spocząć (por. DD II/1)?

Jak wyglądałby ten Adwent, gdybym w porę nie przeczytała, że trzeba siać ziarno pszeniczne, a nie je gromadzić (DD IV/10)? I nie przestała do znudzenia powtarzać, że się boję i że jest mnóstwo ludzi „ze świata SDS”, lepiej nadających się do podejmowania takich inicjatyw?

Patrzę na wciśnięty w szpary laptopa, na którym codziennie piszę te teksty, obrazek przedstawiający Franciszka od Krzyża, przywieziony kiedyś z krakowskiego CFD; zerkam na leżący obok i zniszczony coraz bardziej od noszenia wszędzie – Dziennik Duchowy; wspominam ze wzruszeniem wszystko, co zdarzyło się dotychczas w moim życiu za wstawiennictwem Ojca Jordana i po cichu pytam siebie, właściwie nie chcąc znać odpowiedzi:
Jaka bym była dzisiaj – bez niego?

Ojciec Franciszek Maria od Krzyża Jordan dawno już „przyszedł” do mojej codzienności.
I nie poznałam go.
Nie od razu.
Ale on – naśladując kochanego Zbawiciela (por. DD I/135) – wcale nie przestał do mnie przychodzić.
I całą swoją historią ciągle opowiada mi o Bogu, nadal wypełniając słowa, które powtarzał całe życie: aby znali Ciebie, jedynego i prawdziwego…

Bogu Ojcu i Ojcu Franciszkowi niech za wszystko będą dzięki!

*

Zdjęcie użyte we wpisie zostało zrobione w Rzymie i jest – tak samo jak Jordanowa pasja – darem. Dziękuję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s