Opatrzność Boża stworzyła mnie
DD I/185

Ojcze Franciszku,
powiem wprost, bo Ty nie mówiłeś naokoło – jak dobrze, że się urodziłeś! Jak dobrze, że żyłeś. I całe życie chciałeś, byśmy i my – poznając jedynego, prawdziwego Boga – żyli bez końca (por. J 17,3). To Ty ciągle życzyłeś światu – dzień po dniu – wszystkiego Bożego, przypominając ludziom, że są dziełem Opatrzności.

Nikt z nas nie słyszał ani płaczu noworodka 16 czerwca 1848 roku w Gurtweil, ani urywanego w agonii oddechu siedemdziesięciolatka 8 września 1918 w Tafers. Nikt z nas nie znał barwy Twojego głosu, dźwięku śmiechu, szeptu wielogodzinnej, samotnej modlitwy.

Ale Ty wciąż mówisz. I tak jak zawsze – wprost, nie naokoło.

Chociaż na to czekam, nie przeszkadza mi tak bardzo, że jeszcze nie uznano Cię błogosławionym oficjalnie. Mówią, że już niedługo. Ja też mówię: oby! I wierzę, że dla wielu już taki jesteś…

Takiego Cię poznałam – błogosławiącego wszystkim – tym, którzy mieli szansę osobiście składać Ci życzenia urodzinowe 16 czerwca i codziennie widywali w Twoich rękach cztery podniszczone zeszyty z tajemnicą należącą do Ciebie; tym, dla których zawartość wydanego drukiem Twojego Dziennika Duchowego nie jest obca; i tym, co wcale nie czytali Twoich zachowanych myśli i modlitw, ale dobrze poznali Ciebie samego, żyjącego sobie – jak zawsze skromnie i po cichu – w posłudze Twoich synów i córek, habitowych, i nie. W sercach zwykłych ludzi, tak bardzo poruszonych Twoją miłością do Zbawiciela, że gotowych robić rzeczy niezwykłe. Albo zwykłe, w niezwykły sposób. Jak Ty.

Myślę sobie czasem, że choć żyłeś tak dawno, opatrznościowo jesteś blisko nas, żyjących dzisiaj.

Nas, którzy nigdy o Tobie nie słyszeliśmy, albo słyszeć nie chcieliśmy (swego czasu byłam w tej grupie) – bo Ty nie miałeś wybranych. Skupiony na Zbawicielu – jak On skupiałeś się na wszystkich. Na słuchających i na tych, co udają głuchych na Boże słowo. Na spragnionych Jego miłości i na tych, co już dawno wmówili sobie, że lepiej upijać się czymś innym. Na odważnych i na tchórzach, na silnych i na słabych, którym zdajesz się powtarzać to, co tyle razy powtarzałeś sobie: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13 siedemnaście razy wspomniane w Dzienniku Duchowym).

Wszystkim. Wszystko. Zawsze. Wszędzie. Takie są wyznaczniki Twojej pasji, która do dziś co niektórym nie daje usiedzieć w miejscu. Zaangażuj się, zaangażuj się w pełni i całkowicie w to, żeby wszyscy zostali uratowani (DD II/81) – wołałeś do siebie, myśląc …o nas?

Dobrze znałeś ten wspólny mianownik całego świata – odkupienie. Wiedziałeś, że cena tego była najwyższa – Jezusowa Krew. Jej nie można zignorować więc i człowieka, którego ocaliła, nie wolno ominąć (por. DD I/21). Choćby jednego (por. DD II/1).

Dlatego nie mogłeś spocząć i jeździłeś gdzie się dało i jak się dało, rozmawiałeś, z kim się dało i z kim się…nie dało, pamiętając, że jest w tym wszystkim jedna najważniejsza rozmowa – na klęczkach przed Najświętszym Sakramentem. Wiele można usłyszeć trwając w najbardziej wymownym milczeniu, jakie poznał świat. Nie tylko ten, który dziś określają trzy litery: SDS.

Tyle się naczekałeś. Tyle się modliłeś. Tyle się nacierpiałeś.
I jest. Jest dzieło, któremu cały się poświęciłeś. Jest ta miła Bogu rodzina (por. DD I/185), której tak pragnąłeś.
Wiedziałeś, że warto.

Bo niczego tak nie warto, jak zaświadczyć komuś: ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga (por. DD IV/37). Bo nic tak nie zmienia życia, jak to. W Twoich czasach, w naszych czasach, w każdych czasach.

Wciąż nie wiem, co porusza mnie w Tobie najbardziej.
Wielkie pragnienie realizacji powołania kapłańskiego, na które przyszło Ci czekać, wykonując inne ciężkie prace, by utrzymać dom rodzinny i jakoś uzbierać na spóźnioną naukę?
Miłość do Boga i ludzi, która zrodziła tę niezwykłą pasję ratowania wszystkich, realizowaną pod znakiem krzyża, na którym wcale nie zwyciężyła śmierć?
Wierność woli Bożej i wytrwałość w pełnieniu jej, w życiu dla dwóch celów: chwały Bożej i zbawienia dusz?
Gotowość oddania życia za innych, którym nie bałeś się powiedzieć: bardzo was kocham i gotów jestem umrzeć za was wszystkich?
Cierpliwość w narastającym cierpieniu, które potrafiłeś nazwać apostolatem?Ufność w Opatrzność Bożą, której nie krzyżowałeś planów, mimo że trudna codzienność nieraz czyniła Cię ukrzyżowanym?

A może i to, co słyszę w dzisiejszej Ewangelii, którą potwierdza całe Twoje ofiarne życie: być dobrym dla dobrych to żadne bohaterstwo. To jest najzupełniej normalne zachowanie. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba sobie poradzić z przejawami braku życzliwości, czy ze skierowaną w naszą stronę agresją. Wiesz o tym więcej, niż wielu z nas. Tu się dopiero zaczyna sprawdzian tego, jak głęboko serce zostało przeniknięte Ewangelią (por. Mt 5, 43-48 ). Mówią mi o tym Twoje spracowane ręce, trzymające przed snem Biblię, także po polsku. Obolałe kolana od klęczenia godzinami na gołej posadzce, również nocą. Uważny wzrok i wrażliwe serce pochylone nad mapą, by już nie było na świecie łez nieznajomości Pana (por. DD I/3).

Wydaje się niemożliwe – zmieścić tyle w jednym, prostym człowieku.
Ale taki właśnie byłeś.
Taki JESTEŚ.
I – wierzę w to – oglądając już w niebie ukochanego Zbawiciela twarzą w twarz – ciągle dla każdego z nas na ziemi pragniesz wszystkiego Bożego.

*

Jest nowiutki, skuteczny sposób na szukanie w sobie „wszystkiego Bożego”. Sprawdziłam. Działa 😉

Więcej: https://www.cfd.sds.pl/index.php?d=more,3041,131
A kupić można TU

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s