To nie sprzeciwia się pokorze, uznać w sobie dary Boże.
O Panie, czym ja jestem, że Ty o mnie pamiętasz?
Co posiadam, czego nie otrzymałbym od Ciebie? (…)
DD I/40

Zdarza się, że czytając słowo Boże i Dziennik Duchowy, myślę sobie: niepojęta łaska chodzi zwyczajnymi drogami. Drobne gesty i słowa niosą nieraz wiele miłosierdzia. A gdy je przyjmuję – zmienia się całe moje życie.

Wystarczyło jedno słowo Jezusa, aby Lewi z dzisiejszej Ewangelii (por. Łk 5, 27-32) poszedł za Nim. By zostawił nie tylko komorę celną, ale i swoją pracę, pozycję, pieniądze. Może miał już dość takiego życia? Może miał już dość tego, że wytykano go palcami, a z jego codzienności uczyniono przysłowie o tym, jak żyć nie należy? Może tylko czekał na taki moment, na jakiś decydujący bodziec. Dostał go w słowie Jezusa. Przyjął słowo i…poczuł się przyjęty. W przyjętym słowie przyjął swój nowy początek, który św. Łukasz Ewangelista opisał tak po prostu: wstał i za Nim poszedł. Faktycznie – zmieniło się wszystko. Nawet imię. Bo celnik, który stał się Apostołem – mówiąc o sobie – nie używał swojego drugiego imienia: Lewi, tylko pierwszego: Mateusz, które nieprzypadkowo oznacza – dar Boga. Przypomina mi się tutaj, że „najlepsza szata”, w którą ubrano syna marnotrawnego po powrocie do ojca (por. Łk 15,22), to tak naprawdę – gr. stolen ten proten – „pierwsza szata”…

Ewangelia mówi, że Mateusz przyjął słowo i poszedł za Jezusem, a potem zaprosił Go do swojego domu. A więc rzeczywiście przyjął Zbawiciela u siebie. Na dodatek zorganizował prawdziwe przyjęcie, na które zaprosił wielu, przez nikogo nieprzyjętych.

Kto poczuje się przyjęty przez Boga, gotów jest przyjąć każdego, komu się wydaje, że nigdzie już nie ma dla niego miejsca. Brzmi to chyba trochę jak definicja pasji Ojca Jordana…

Ewangelia opowiada, że Jezus usiadł do stołu i po prostu zjadł wspólny posiłek z tymi, którzy potrzebowali uzdrowienia, w których nikt już nie wierzył. Tak zaczęło się nowe życie celników i grzeszników, których wszyscy skreślili.

Jordan i jego pasja ratowania dusz wybrzmiewają w tonach dzisiejszej Ewangelii: Nie zawsze potrzebne są nadzwyczajne środki, bo wystarcza prosty i zwykły sposób działania (por. DD I/175). Miłosierdzie nie potrzebuje spektakularności, by poruszyło do głębi i – przyjęte – przemieniło serce człowieka: Przyzwyczajaj się do tego, by rozpoznawać również w najmniejszych rzeczach dobroć Boga – z pomocą łaski Bożej (DD I/80). Proste słowo. Prosty gest. Jemu to wystarczy. Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną…(por. Iz 58,10).

Historia Mateusza przypomina mi trochę historię Ojca Franciszka, który – nieprzyjęty przez wielu, szemrających jak faryzeusze z Ewangelii, ale – przyjęty przez Boga, gotów był przyjmować do siebie wszystkich, którzy tęsknią za uzdrawiającą bliskością z Chrystusem. Jordanowa pasja nie obejmowała wybranych. Zawsze dotyczyła wszystkich, których należało szukać wszelkimi sposobami i środkami. Nawet najzwyklejszymi. Jak podróże w ubogich warunkach w różne części świata. Jak otwarte drzwi do pokoju Założyciela w Domu Macierzystym. Jak noc spędzona na kolanach w kaplicy, sam na sam z Bogiem. Jak cztery podniszczone i pełne skreśleń zeszyty Dziennika Duchowego, z którego wielu ciągle czerpie inspirację do modlitwy i służby, powtarzając za jego autorem: Uznaję moją nicość, ale z Tobą, o Panie, mogę wszystko (DD I/168). Nawet przemierzyć poszczególne narody, kraje i języki kuli ziemskiej, by zobaczyć, jak wiele jest do zrobienia dla chwały Bożej i dla zbawienia bliźniego! (por. DD I/63). Wydawałoby się – nierealne. A jeśli realne – to nie z tymi możliwościami, którymi dysponował Ojciec Franciszek. Tymczasem krajów, gdzie obecnie działa założone przez niego Towarzystwo Boskiego Zbawiciela, naprawdę jest na świecie sporo. Dziennik potwierdza: Nic wyraźniej nie ukazuje Wszechmocy Bożej niż fakt, że czyni On wszechmocnymi tych wszystkich, którzy mu ufają (DD I/188).

Wielkopostna lekcja na dziś jest prosta. Jeśli przyjmujesz słowo Jezusa, nawet jedno twoje słowo może odmienić czyjeś życie. Twój gest może się okazać nośnikiem Bożego miłosierdzia. A jedna wspólnie spędzona chwila – najważniejszą i przełomową. Jeśli przyjmiesz Jego słowo i odpowiesz na nie życiem – On sam uczyni cię darem Boga dla innych. Tak, jak Lewiego uczynił Mateuszem.

Oby tylko – słysząc Jego głos – w porę wstać, zostawić co trzeba i z Nim iść. Do wszystkich nieprzyjętych i nieprzyjmujących, których On przyjął jeszcze przed założeniem świata.

*

Ps. Tak po prawdzie – Słowo z Jordanem również zrodziło się z przyjęcia. Przez Boga, przez Ojca Franciszka, przez jego duchowe dzieci. Jest przez lata dojrzewającym owocem przyjęcia prostych słów i gestów miłosierdzia, które całkiem odmieniły moje życie. I o których, pilnie strzeżonych w sercu, nigdy na tym blogu nie opowiem. I tak „piszą” tutaj każde zdanie… 😉
#NaszWielkiPostzJordanem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s