Obym tylko podobał się Bogu, obym tylko był święty.
Przemówienia, Kapituła z 20.04.1894

Jestem bardzo wdzięczna Ojcu Jordanowi, że 20 kwietnia 1894 roku, podczas kapituły, opowiedział swoim duchowym dzieciom o świętości.
Urodziłam się dokładnie 90 lat później. Jordan nie mówił do mnie, a jednak czytam jego przemówienie jak skierowane do siebie. Bo w gruncie rzeczy – to są słowa do wszystkich. Całkiem jak opowieść o błogosławionych z dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 5, 1-12 a). Może dlatego Jezus wszedł wtedy na Górę – by Jego głos mówiący: „wielka jest wasza nagroda w niebie” – dotarł do każdego.

Jak mało uwagi zwraca się na to, że mamy być święci – zaczyna Ojciec Jordan swoje przemówienie. Ma rację. Łatwiej pomyśleć o świętości innych. Podać przykłady beatyfikowanych, czy kanonizowanych. Albo takich, których znamy z codzienności i myślimy: święty za życia. Wcale nie tak łatwo pomyśleć w ten sposób o sobie. Przynajmniej mnie – niełatwo.

A może Wszystkich Świętych jest właśnie po to? By w otoczeniu tych, którzy już oficjalnie cieszą się niebem i wstawiają się za nami u Boga, odważyć się pomyśleć o sobie jak Ojciec Franciszek: Możesz stać się świętym (DD III/22).

Już na pierwszych stronach Dziennika Duchowego Jordan zrobił notatkę: Staraj się podobać Temu, u którego możesz pozostać na zawsze (DD I/2). Potem wielokrotnie powtarzał zdanie, które wypowiedział także podczas kapituły: obym tylko był święty.

Ja też mam jakieś swoje „obym”. I szczerze mówiąc, rzadko za tym „obym” stoi świętość. Częściej za „obym” stoją sprawy „na teraz”, niż te „na wieki”. Tymczasem Ojciec Franciszek pyta wprost: Na co przyda się inne myślenie i działanie, jeśli nie będziemy dążyli do świętości?

Skoro on pyta, to i ja pytam. Od dłuższego już czasu. To taka moja „metoda” uczenia się świętości. Może (oby!) nie do końca „moja”. Trochę się zastanawiałam, czy powinna tu być, bo można ją opisać tylko w dość osobistym tonie. Ale osobisty ton Dziennika Duchowego Ojca Jordana rodzi we mnie przekonanie, że czasem warto tak zrobić.

Pytanie, które sobie zadaję jest bardzo krótkie. Aż trudno uwierzyć, że od odpowiedzi na nie może zależeć cała wieczność.

Dlaczego żyję?
Po co Pan Bóg mnie jeszcze na świecie zostawił?

Zadaję je sobie na cmentarzu, stojąc nad grobem mojego starszego brata. Nie poznałam go nigdy. Żył tylko dwa dni.

Zadaję je sobie, bo na etapie mojej historii, którego nie mogę pamiętać, moja Mama, już po utracie jednego dziecka, usłyszała o mnie: „Trzyma się ta ciąża na jednym włosku. Będziemy ratować”. I w imię tego ratowania moja Mama przez sześć miesięcy (!) leżała w szpitalu. W jednej pozycji. Dosłownie. Nawet na bok nie mogła się przekręcać. W siódmym miesiącu już się urodziłam. Powiedzmy to oględnie – w nie najlepszym stanie. Z wagą torebki cukru i koniecznością intensywnej opieki.

Zadaję je sobie, bo z opowieści rodzinnych wiem, że wygrałam walkę z zatruciem pokarmem, który ściągano dla mnie od innej kobiety. Moja Mama, przez przyjmowane leki, nie mogła mnie karmić. Nie wygrał tej walki – zatruty tym samym pokarmem – synek tamtej pani. Jej własne dziecko zmarło, chociaż było starsze i silniejsze. Mnie odratowano.

Pytam się więc: Dlaczego jeszcze żyję?

Bo jestem młoda?

To żaden argument. Młodsi ode mnie też umierają. W tym roku byłam na pogrzebie własnej babci, która żyła ponad dziewięćdziesiąt lat i na dwóch pogrzebach moich uczniów, z których jeden nie skończył nawet dwudziestu, a drugi miesiąc przed śmiercią pisał maturę. Nie doczekał jej wyników.

Bo mam tu jeszcze coś do zrobienia?

Może i tak. Ale w życiu nie chodzi tylko o to, żeby zdać egzamin na nauczyciela dyplomowanego (coraz bliżej…), wreszcie porządnie nauczyć się włoskiego, chociaż trochę przestać bałaganić, pobożniej się modlić i uzbierać na podróż do Rzymu, aby przy grobie Ojca Jordana powiedzieć: „Dziękuję”, bo jest za co i na serio chciałabym to kiedyś zrobić.

Może jeszcze żyję, bo miałam przeczytać w Dzienniku: Obyśmy nigdy nie zapomnieli, że na ziemi mogą być ludzie, których wieczne zbawienie związał Bóg z naszą gorliwością i naszą modlitwą (DD I/88) i uznać ten cytat za tyle urzekający, ile motywujący?

Może jeszcze żyję po to, żeby, także dzięki Ojcu Jordanowi, zdążyć zrozumieć, czym świętość… nie jest?

Bo nie jest nieosiągalną doskonałością, ideałem, nagrodą dla chrześcijańskiej elity, czy ewangelicznych radykałów od urodzenia, darem dla nielicznych, umiejętnością dokonywania rzeczy niezwykłych i czym tam jeszcze mi się czasem wydaje…

Bo nie jest realizacją mojego osobistego planu pt. Wezmę i się uświęcę – według własnych oczekiwań i marzeń. To nie jest duchowe marzycielstwo – przypomina mi Ojciec Franciszek w swoim przemówieniu z kapituły.

Może jeszcze żyję po to, by wyraźnie usłyszeć: „Cieszcie się i radujcie” z dzisiejszej, Mateuszowej Ewangelii i przypomnieć sobie, że na końcu Ewangelii Janowej też jest o radości. To radość uczniów, którzy ujrzeli Zmartwychwstałego Jezusa i już mogli być pewni, że śmierć nie kończy niczego (por. J 20,20). Wręcz przeciwnie. Zaczyna wszystko. I to „wszystko” jest dla wszystkich.

Może zatem jeszcze żyję po to, żeby w końcu zrozumieć czym świętość…jest? I stawiać ją za każdym moim życiowym „obym…”? Za każdym działaniem, myślą, słowem, gestem, nie odkładając tego na święte nigdy: Jeśli jeszcze nie zaczęliście, zacznijcie dzisiaj! – słyszę od Jordana na kapitule.

Uczę się od niego, że świętość jest łaską. Dziełem Boga, który człowiekowi zapisał w niebie imię. Twoje życie jest w niebie (DD I/143) – czytam w Dzienniku. Z różnych zanotowanych przez Franciszka od Krzyża myśli czerpię przekonanie, że droga do nieba jest drogą „zstępującą” – od Boga do człowieka, a nie drogą „wstępującą” – od człowieka do Boga. Tę łaskę, jak mówi Ojciec Jordan na kapitule: chętnie daje Pan. A więc wszystko dzieje się wolą Bożą, w dynamice Ducha, z Boskim, a nie z ludzkim rozmachem…

Dlatego wielcy święci rodzą się z wielkich grzeszników.
Dlatego żywoty świętych to po prostu historie nawróconych ludzi.
Dlatego święty to ten, kto pragnie kochać bliźnich miłością samego Boga, który od początku świata nie robi nic innego, tylko tej miłości udziela. Tylko miłość ma bezkresną perspektywę. Tylko miłość czyni świętymi (DD III/23). Dlatego: kimkolwiek jesteś, możesz też pragnąć wielkich, wewnętrznych łask, których Bóg udzielił wielkim świętym, abyś mógł kochać Boga tak, jak oni (DD I/82).

Miłość mobilizuje, by dalej pytać: dlaczego jeszcze żyję?

Może dlatego, by wiedząc już, czym świętość jest, dowiedzieć się również, że jej z reguły nie osiąga się natychmiast. Raczej krok po kroku i na właściwej drodze. Stopniowo upodabniając się do Bożego obrazu.

Ojciec Franciszek od Krzyża wie jak to zrobić. I wie to również Franciszek naszych czasów – Ojciec Święty w swojej adhortacji Gaudete et exsultate – o powołaniu do świętości w świecie współczesnym. Obaj są zachwycająco podobni w tłumaczeniu tej „drogi upodabniania się”:

Świętość to znoszenie – pisze Ojciec Święty. Ojciec Jordan się zgadza: Wytrwaj w cierpieniu i krzyżu! O wytrwaj, mocno i heroicznie! (DD I/175).

Świętość to cierpliwość i łagodność – zapewnia Franciszek. Franciszek od Krzyża potwierdza: łagodność i cierpliwość, o, jak potężne są to środki! (DD II/93).

Świętość to radość i poczucie humoru – czytam w adhortacji. A w Dzienniku Duchowym: Staraj się zawsze, tak dobrze jak to możliwe zachować radosne i pogodne serce. Bądź szczególnie przystępny i serdeczny wobec bliźniego. Czyń to z miłości do Boga! (DD I/152*).

Świętość to śmiałość i zapał – znajduję u Papieża. I nic innego u Sługi Bożego: Wszystkich, o Ojcze, wszystkich, wszystkich o mój Boże, wszystkich o Jezu, wszystkich o Zbawicielu świata, chciałbym ratować z całą pasją (DD II/12).

Świętość rośnie we wspólnocie – przekonuje Ojciec Święty. Ojciec Jordan ma to samo przekonanie, gdy zakłada Towarzystwo Boskiego Zbawiciela. I mówi do swojej wspólnoty: moim gorącym pragnieniem jest to, abyście stawali się święci.

Świętość „dzieje się” w nieustannej modlitwie – zaznacza Franciszek – Święty jest osobą o duchu modlitewnym, potrzebującą komunikacji z Bogiem – dopowiada. Dla Franciszka od Krzyża też nie ma innego wyznacznika dorastania do świętości: Módlcie się nieustannie! (DD II/84). Osiem miesięcy przed śmiercią zanotuje: Jest tak, jakby otworzyła się komunikacja z Bogiem i ze świętymi (DD IV/37).

Na „drodze upodabniania się” ciągle wraca to pytanie: Dlaczego jeszcze żyję?

Może dlatego, by modlić się tak, jak Ojciec Jordan uczył wszystkie swoje dzieci: To jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17,3; DD I/83; DD I/178). I modląc się – na wzór Franciszka od Krzyża – pragnąć coraz mocniej Chrystusa, który nie tyle wskazuje drogę do nieba, co sam jest drogą Tam prowadzącą (por. J 14,6).

Może jeszcze żyję po to, aby i siebie i moich licealistów na katechezie, o świętych uczyć najprościej jak się da: że to wszyscy ci, którzy nie przeszkadzali Panu Bogu działać w ich życiu. Takich jest wielu, choć nie wszystkich Kościół oficjalnie wyniósł na ołtarze. Może sami spotkaliśmy takich, o których – jak już umrą – świat bez wahania zawoła: Santo subito!

Mam mocną nadzieję, że stanę się święty – mówi Jordan podczas kapituły. Proces beatyfikacyjny Ojca Franciszka trwa od 1942 roku. Kawał czasu, który każe mi zwrócić uwagę na jeszcze takie słowa z Dziennika: Nie rezygnuj, aż jako święty będziesz mógł się radować z twoim Umiłowanym w niebie (DD I/142).

Dlatego nie przeszkadza mi tak bardzo, że Ojciec Jordan wciąż jeszcze nie jest wpisany do oficjalnego katalogu błogosławionych i świętych. Dla wielu i tak już taki jest.

Chcę wołać jak Ojciec Franciszek od Krzyża Jordan: Wy, wszyscy święci, módlcie się za mną (DD IV/14).
On wie, że wołam tymi słowami także do niego.
Słucham znów, jak mówi swoim dzieciom: moim gorącym pragnieniem jest to, abyście stawali się święci.
Wierzę, że mówi to również do mnie.
I słyszę: Jeśli jeszcze nie zaczęłaś, zacznij dzisiaj!

Po to właśnie żyję.

*

Słowa Ojca Jordana zapisane kursywą i nieoznaczone skrótem DD pochodzą z konferencji o świętości, wygłoszonej podczas kapituły 20.04.1894 roku. To i inne przemówienia Założyciela Salwatorianów można znaleźć tutaj:

fot. Wydawnictwo Salwator

*

Zdjęcie użyte we wpisie pochodzi z zasobów: https://pixabay.com/pl/

Jedna uwaga do wpisu “Zacznijcie dzisiaj!

  1. „Jeśli jeszcze nie zaczęliście, zacznijcie dzisiaj!” – mówi Jordan na kapitule. A my, czy my już zaczęliśmy? Bo nie ważne jest jakie było nasze życie, ale ważne czy to zrobiliśmy, czy zrobimy !!!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s