Sam ukrzyżowany, głosił Ukrzyżowanego.
DD III/22

Dziś Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Moje ulubione. Nie przeszkadza mi, że nie ma czerwonej kartki w kalendarzu i wolnego w pracy. Nie ubolewam, że nie jest to święto nakazane i w kościele zwykle nie ma tłumów. Chociaż… niedaleko, na Świętym Krzyżu, obchodzi się je bardzo uroczyście. Nic dziwnego, mamy tu relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Tego samego, na którym umarł Chrystus.

Jak bardzo muszę ciebie, o Krzyżu, ze względu na Jezusa z miłością objąć (DD I/208) – uczy mnie Ojciec Jordan. Nie tylko 14 września, ale właśnie dziś szczególnie mocno przypominają mi się jego słowa.

Myślę, że Franciszek Jordan zawsze przyjmował krzyż „z otwartymi ramionami”. Skoro całe życie starał się chodzić śladami, które wyznaczał mu Zbawiciel i Jego Ewangelia, to wiedział doskonale, że idąc tą drogą, w którymś momencie trzeba dotrzeć na Golgotę. Był pewien, że ręce przybite do krzyża są na właściwym miejscu…

W 1883 roku Jan Chrzciciel Jordan złożył śluby zakonne, przywdział habit i przyjął imię Franciszek Maria od Krzyża. W Dzienniku Duchowym zapisał:

Jan Maria Franciszek od Krzyża,
to znaczy:
krzyż jest twoim życiem,
krzyż jest twoim zbawieniem,
krzyż jest twoją koroną,
krzyż jest twoją chlubą,
krzyż jest twoją nadzieją,
krzyż jest twoją tarczą,
krzyż jest twoją obroną,
krzyż jest twoim udziałem
krzyż jest twoją radością.

DD I/179

On naprawdę wiedział i rozumiał, co to znaczy: „od Krzyża”. A ja?

Powiem szczerze – trochę się boję pochylać nad krzyżem w życiu Ojca Jordana. Bo, choć Dziennik Duchowy wiele w tej sprawie podpowiada, to chyba najgorszą rzeczą jest „określać” skalę cierpień drugiego człowieka. Nigdy nie będę wiedzieć do końca, co on, pilnie strzegący swojej tajemnicy, przechodził i przeżywał. I nigdy nie znajdę słów, aby to wyrazić.

Naprawdę dużo tego było: cierpienia fizyczne, psychiczne, męcząca walka duchowa, ciągłe upokorzenia zadawane przez innych. Taki, a nie inny wybór zakonnego imienia, też o tym świadczy. Tak, jak i wezwania kierowane do członków Towarzystwa – by zawsze głosili Chrystusa Ukrzyżowanego, mówią same za siebie: Skoro macie przepowiadać Chrystusa ukrzyżowanego – sami musicie być ukrzyżowani (por. DD III/22).

Ojciec Jordan rzeczywiście „był ukrzyżowany”. Chociaż nie nosił widocznych stygmatów, nie mam wątpliwości, że Jezus jednoczył go ze swoją Męką. I to od początku, a nie tylko w ostatnich godzinach życia, kiedy ogarnięty atakami bólu uderzał się w piersi i mówił wielokrotnie „O Jezu!”, a dwa udary mózgu i postępujący nowotwór żołądka odbierały mi resztki sił. Nie tylko w chwili śmierci Ojca Jordana w szpitalu-hospicjum dla ubogich w Tafers, prawie jak na wygnaniu.

Często się zastanawiam – jak Franciszek od Krzyża to robił? Skąd brał siłę, by nazywać krzyż koroną, tarczą i nadzieją, a nawet radością? Dlaczego, mimo tylu przeszkód, z heroiczną wiarą szedł do przodu, niosąc ciężar swojej codzienności, ofiarowanej zawsze i tylko Zbawicielowi? Dlaczego dzień przed śmiercią, wyczerpany do granic, jeszcze uczył, że cierpienie to…apostolat?

Może dlatego, że nigdy nie próbował dźwigać swojego krzyża sam, bez Chrystusa. Może dlatego, że naprawdę całe życie przeżył według słów : „I nic nad Boga”. I może dlatego nigdy nie stracił pewności, a także upewnił wielu innych, że dzieła Boże rosną tylko w cieniu krzyża (DD I/163). Tych dzieł nie wolno nam zapominać… (por. Ps. 78).

Bo Chrystus ukrzyżowany i umierający nie przestaje być „Panem ku chwale Boga Ojca” (por. Flp 2, 6-11), Męka Pańska jest pewną zapowiedzią zmartwychwstania, a nowe, zmartwychwstałe życie czeka na wszystkich, którzy ufają Synowi Bożemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s