Wszechmogący, najukochańszy Ojcze, pomóż mi!
Powstań, pomóż mi dla Twojej chwały i dla zbawienia dusz! Nie zwlekaj!
DD IV/14

Słucham dziś, jak Jezus opowiada przypowieść o miłosiernym Ojcu. Wydaje się, że znam ją dobrze. Wiem, że jeden syn zgubił się w świecie, a drugi zgubił się w domu. Ale rozumiem ją jeszcze lepiej, gdy uświadamiam sobie, że bł. Franciszek Maria od Krzyża, już jako dojrzały facet po przejściach, ciągle potrafił wołać: Ojcze…

Właściwie dopiero teraz dotarło do mnie tak do końca, że w Ewangelii (por. Łk 15, 1-3.11-32) tylko ten młodszy syn, cały poraniony życiem z dala od ojca, ze śladami wszystkich ucieczek od niego na sobie (głód, brud…), wracający wreszcie do domu, wypowiada to słowo: „Ojcze”. Starszy syn nie mówi : „ojcze” w późniejszej, pełnej wyrzutów rozmowie z nim, dość ironicznie określa siebie bardziej sługą, niż synem („Oto tyle lat ci służę…”). I jakoś porusza mnie, że zwracając się do biegnącego w jego stronę z wyciągniętymi ramionami: „Ojcze”, to ten młodszy „uciekinier”, może nie do końca świadomie, ale definiuje się jako syn, chociaż zaraz dodaje, że po tych wszystkich zakrętach na drodze wcale nie jest godzien się tak nazwać. Pierwsze słowo jakie pada na drodze powrotu, drodze nawrócenia to: „Ojcze…”. To święta przynależność do Miłosiernego pozwala człowiekowi prawdziwie uznać: zgrzeszyłem. To spojrzenie wzruszonego Ojca pomaga mi stanąć twarzą w twarz z moim grzechem.

W Dzienniku Duchowym słowo „Ojcze”pada często. Szczególnie mocno porusza to wezwanie na ostatnich kartach Jordanowych notatek, pośród zapisków człowieka zbliżającego się do siedemdziesiątki, wycieńczonego chorobą, samotnością, wojną, trudami codzienności, które znosił przez lata i które odciskały na nim swoje znamię. On już na własnej skórze poznał i wie: co by się w życiu nie zdarzyło, trzeba wołać: Ojcze. Jemu, najukochańszemu, przez wzgląd na Jego Syna, co umarł za wszystkich – nikt i nic nie umknie (por DD IV/3; IV/6). A ramiona ma zawsze otwarte: miłosierny Bóg będzie cię wspierał. Rzuć się w Jego ramiona! (por. DD I/45); Choćby nawet wszystkie cierpienia spadły na ciebie: ty rzuć się w ramiona Boga! (por. DD II/19).

Św. Łukasz w dzisiejszej perykopie o miłosiernym Ojcu i bł. Franciszek do ostatnich dni życia wołający „Ojcze” pytają mnie dziś:

A ty?
Czy umiesz naprawdę mówić do Boga to słowo: „Ojcze”?
Czy wypowiadasz je ufnie w dramacie zagubienia, gdy dotknąwszy życiowego dna – powracasz do Niego?
Czy ustami swymi je wyznajesz będąc z Nim „w jednym domu”, czyli w codzienności, którą ci dał?
I czy pamiętasz, że tylko w Nim – w Ojcu – jesteś naprawdę sobą?

*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s