Nie pokazuj się, gdzie nie jest to konieczne, lecz raczej pozostań ukryty i nieznany!
To pomoże ci w postępie.
DD I/62

Nie było jeszcze tego bloga, kiedy miał miejsce pierwszy Wielki Post z Jordanem. Nieśmiało wyrósł z pragnienia beatyfikacji, z poruszającego zachwytu nad człowiekiem, który Boga, a nie siebie stawiał zawsze na pierwszym planie. I z poczucia, że łaski jego życia i dzieła nie wolno przyjmować „na próżno” (por. 2 Kor 5, 20 – 6, 3).

Odkrywany wtedy bł. Ojciec Franciszek Maria od Krzyża Jordan, o którym nie wiedziałam prawie nic, potwierdził mi Jezusowe słowa o tym, że najważniejsze dzieje się w ukryciu (por. Mt 6, 1-6. 16-18) . Miałam w głowie zdanie, które zapożyczył między innymi od św. Franciszka: Moja tajemnica należy do mnie (por. DD I/15), z pasją słuchałam opowieści o jego wielogodzinnej, samotnej modlitwie. Uwierzyłam, że on – biedny robaczek (por. DD III/13), którym chciał być – wiedział co to znaczy: w ukryciu. I zdaje się, że naprawdę rozumiał po co to wszystko, skoro nawet wielką Bazylikę św. Piotra umiał uczynić „swą izdebką”.

O jego samotnej modlitwie – mimo dostępu do źródeł – ostatecznie niewiele wiemy. Jest tylko garść wspomnień jego współbraci, uformowanych ojcowskimi kazaniami na klęczkach, które w przekonaniu samego bł. Jordana nie miały żadnych „słuchaczy”. Są różne, niewyjaśnione nigdy przez nikogo fragmenty Dziennika, „cytaty nieznanego autora”, niezrozumiałe myślniki, kropki i inne znaki w jego „dokumencie serca”, który co prawda zawsze nosił przy sobie, lecz nigdy nie „wystawał z nim na rogach ulic”…

To wszystko mówi mi dziś jedno: Doceń ukrycie, bo Bóg je ceni. Tylko w ukryciu można nawiązać z Nim intymną relację. W ukryciu przestają się liczyć ludzkie względy i pozory. Zaczyna się liczyć tylko to, co jest między Nim, a człowiekiem. Jak te Jordanowe sprawy, które miał sam na sam z ukochanym Zbawicielem, a które dziś, z pasją dzielone między nami, stają się źródłem siły, inspiracji i chęci, żeby naprawdę pozwolić Bogu, aby zajął się naszym nawróceniem.

Ukryty i nieznany bł. Franciszek od Krzyża to dobry towarzysz na Wielki Post. Szczególnie na ten, w którym nawet dźwięk bomb rzucanych na Ukrainę nie zagłusza ani płaczu kapłanów, odprawiających w schronach msze święte, ani powtarzanych przez cały świat próśb o zmiłowanie (por. Jl 2, 12-18). On pomoże oswoić się z samotną modlitwą, ma w niej dużą wprawę. On pokaże, że da się żyć bez krępującej potrzeby koncentrowania kogoś na sobie i z rosnącą gotowością do podjęcia każdego, choćby najmniejszego, starania o dobro dla dusz. On solidnie wesprze, gdy się okaże, że wykonywanie pobożnych uczynków wcale nie jest najtrudniejsze. Najtrudniejsze jest wykonywanie ich w ukryciu.

Ukrycie pozbawi nas pochwał i miłych słów. Zabierze nam uznanie ze strony innych. Ukrycie odda nam jednak Boga. Jedynego i prawdziwego (por. J 17,3). Bezkonkurencyjnie patrzącego na każde ludzkie serce.

Błogosławiony Ojcze Franciszku, módl się za nami!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s