Boże mój i wszystko moje, jak wiele zostało mi obiecane, gdy będę słuchał tego Twojego głosu!
DD I/139

Jezus odsłania się do końca. Teraz już wszystko jest jasne. Nie tylko mówi, że jest starszy od patriarchy Abrahama, lecz także nazywa siebie świętym imieniem. Trudno się dziwić, że Jego słowa wywołują wściekłość. Teraz już nie da się Go zlekceważyć.

Jezus podkreśla dziś bardzo mocno zdanie, że kto zachowa Jego naukę, ten nie zazna śmierci (por. J 8, 51-59). Zaczynam się zastanawiać, jak to jest z tą Jego nauką – w moim życiu i w życiu tych, do których On mnie posyła. Czy – kiedy Jego słów nie rozumiem – nie jestem jak Żydzi, z kamieniami w rękach, oskarżając Go nawet o opętanie? Czy mam głębokie przekonanie, że od Jego „Ja Jestem” naprawdę zależy moje „jestem”?

Dzięki Ewangelistom wiemy sporo o nauce Jezusa. Wiemy, że głosił miłość, miłosierdzie, sprawiedliwość, pokój – hasła z którymi niezbyt chcieli pogodzić się Żydzi. Nic dziwnego – nienawidzili Samarytan, pogan… A Jezus nie kończył na hasłach. Realizował je całym sobą. Przebaczał wrogom, uzdrawiał w szabat, zadawał się z ludźmi o wątpliwej reputacji, by doświadczyli, że Bóg naprawdę wyprowadza z niewoli, że „pamięta o swoim przymierzu”, aby wszyscy mieli szansę, u schyłku swojego życia, powiedzieć jak z początku Księgi Rodzaju: „dobre było”.

Kiedy zaczyna się żyć Ewangelią, trudniej puszczać słowa Jezusa mimo uszu. Nawet jak denerwują, jak się wydają zbyt mocne, jak trafiają w czułe punkty – nie da się ot, tak – przejść nad nimi do porządku dziennego. Dzięki tym słowom odsłania się prawda o moim „jestem” – czy jestem za Nim, czy jestem przeciwko Niemu. I nadchodzi czas decyzji – czy przyjąć Jego słowa i uwierzyć, czy raczej trzymać się na dystans. Jezus odsłania się w swoim słowie i zaprasza: „Ja Jestem. A ty – jesteś?”

Ojciec Jordan, całe życie zasłuchany w słowie Bożym, wiedział, co znaczy: jestem w Bogu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ważna jest znajomość nauki Chrystusa. Tak, chodziło mu o naukę i to naukę na poważnie, z konkretnym odniesieniem w codzienności. Bo Ewangelia to poważna sprawa. Tak, jak ważne i poważne jest życie wieczne – realne dzięki poznaniu jedynego prawdziwego Boga i posłanego przez Niego Jezusa Chrystusa. (por. J 17,3).

Nauczanie – nauczanie! – wołał Jordan do samego siebie (por. DD I/79) i do tych, którzy do jego Towarzystwa przychodzili. Sam się zresztą ciągle uczył – od dwóch najlepszych nauczycieli: Boga i Jego Kościoła.

Od Boga uczył się na przykład wprost z Jego słowa, które czytał, a raczej: słyszał, przyjmował i spełniał w prostocie i konkrecie życia. Od Kościoła uczył się między innymi przez słowa tych, których ogłoszono świętymi i błogosławionymi. Albo przynajmniej uznano za autorytety na tyle, aby ich myśli zostały spisane w książkach i podsuwane jako lektury duchowe tym, którzy także chcą Kościół wzmacniać i budować, bo go kochają. W Dzienniku Ojciec Jordan napisał – pewnie dzięki własnemu doświadczeniu z lekturami – że przedstawienie nauki chrześcijańskiej na przykładach życia świętych i innych sług Bożych (…) znacznie przyczyniłoby się do pouczenia i poprawy ludzi (DD I/173). Też sobie to powtarzam, czytając codziennie notatki Sługi Bożego Franciszka. I dzięki temu cały czas się uczę – Bóg przychodzi w swoim słowie, ale w ludziach także przychodzi…

Słuchając Boga i Kościoła Ojciec Jordan napisał Regułę dla swojego zgromadzenia. Ktoś napisał o Franciszku od Krzyża, że: Sprawiał wrażenie żywej księgi Reguły. Przypomina mi to powiedzenie, które od czasu do czasu cytuję na lekcji: „Dla niektórych ludzi twoje życie może być jedyną Biblią, jaką przeczytają”. I może także jedynym katechizmem, którego poznanie – zdaniem Ojca Jordana – przynosi owoce wielkie i nie do opisania (DD II/42). Dlatego w słuchaniu Kościoła Franciszek od Krzyża był taki sam, jak w słuchaniu Boga. Dobrze pamiętał, że Bóg mówi w swoim słowie, ale mówi też w swoim Kościele. Od wieków nazywamy to Tradycją i uznajemy za źródło Objawienia, które jest tak samo ważne, jak Pismo Święte. Jedno i drugie niesie świętą wiarę, jedno i drugie jest źródłem słowa Bożego; jedno i drugie jest znakiem obecności Chrystusa wraz z nami „po wszystkie dni aż do skończenia świata” (por. Mt 28, 20). Jedno i drugie wciąż mówi: „Ja Jestem”…

Zerkam jeszcze do Duchowego Testamentu, zapisanego przez Jordana w Dzienniku. W punkcie piątym czytam: Bądźcie zawsze prawdziwymi i wiernymi synami świętej Matki, Kościoła rzymskiego i uczcie, czego on uczy, wierzcie, w co on wierzy, odrzucajcie zawsze, co on odrzuca! Bo „jestem” w Bogu to także: jestem posłuszny. Jestem wierny temu, czego On naucza w swoim Kościele.

Będąc posłusznym Ojciec Franciszek nauczył posłuszeństwa tych, których wychowywał. Będąc wiernym, uformował do wierności tych, którzy tak jak on, mają zawsze, wszędzie i pomimo trudności, głosić dobroć i miłość Zbawiciela. Będąc gorliwym, zaszczepił gorliwość w tych, którzy poszli w świat pełen przeróżnych „nauk” i życiem pokazują, co to znaczy zachowywać naukę Jezusa. A będąc zakochanym w Ja Jestem nauczył swoje dzieci zawsze przychodzić do Boga i bliźniego z pełnym miłości: „jestem”.

*

A tak a propos odkrywania swojego „jestem” w „Ja Jestem”…
Szczegóły po kliknięciu w zdjęcie.
Warto!

Zdj. CFD, Kraków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s