Wierzę, co powiedział Syn Boży.
DD I/77

Urzędnik królewski przyszedł prosić o litość dla swojego dziecka. Przyszedł do Jezusa, bo w nikim innym nie widział ratunku. Zaufał, że Jezus może mu pomóc i obdarzyć cudem uzdrowienia. Uwierzył, że wystarczy Jego słowo, by tak się stało.

Piękna historia w dzisiejszej Ewangelii (por. J 4, 43-54) – ciężko chory syn urzędnika królewskiego odzyskuje zdrowie niemalże w tej samej chwili, w której jego ojciec prosi Jezusa o interwencję. I ten ojciec robi to, co może najlepszego – po prostu wierzy słowu Jezusa i wraca do domu. Już w drodze wszystko się potwierdza, bo słudzy urzędnika wychodzą mu naprzeciw z dobrą wiadomością: gorączka spadła. Św. Jan pisze, że stało się to w godzinie spotkania z Jezusem.

Ilekroć sięgam do tej Ewangelii towarzyszy mi kojąca myśl: zawsze, gdy zbliżamy się do Jezusa, jest godzina cudów. O tej godzinie zmienia się nasze życie. Czasem to łaska zdrowia, czasem łaska cierpliwości w chorobie. I zawsze – Jego „stwarzająca nowe” (por. Iz 65, 17-21) obecność…

Być może urzędnik myślał, że Jezus pójdzie z nim do jego domu i tam dokona cudu. Ale On pomaga mu po swojemu. To ważne w doświadczeniu modlitwy, której lubię uczyć się od wytrwale klęczącego Ojca Jordana: Jezus nie musi nam pomagać tak, jak my chcemy. Nie musi zachowywać się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Zawsze jednak, gdy jesteśmy blisko Niego, dzieją się cuda. Gdy On mówi – dzieją się cuda. Choćby mówił tylko słowo…

Ewangelia na dziś wspomina też o Galilejczykach, którzy przyjmują Jezusa, bo widzieli cuda, które zdziałał w Jerozolimie. Na tym tle zupełnie inaczej rysuje się postać dworzanina z Kafarnaum, który biegł za Jezusem do Kany Galilejskiej, aby prosić o zdrowie dla umierającego syna. Choć sytuacja dla niego, jako ojca, była dramatyczna – nie tracił wiary. Ufał, że Jezus może pomóc. Po prostu „uwierzył słowu, które Jezus powiedział do niego”. W rezultacie zdarzyło się więcej, niż uzdrowienie chorego dziecka. Cały dom, cała rodzina urzędnika przyjęła łaskę wiary. Czyli – obdarowani cudem słowa – stali się znakiem obecności Bożej w ich życiu.

Nie daje mi spokoju to zdanie o urzędniku: uwierzył słowu. Uśmiecham się, że to „wina” Ojca Jordana, dobrego nauczyciela ufności Bogu, który – jak widzę ostatnio po statystykach bloga – nawet ze zdalnym nauczaniem daje sobie radę. To on, całe życie zasłuchany w słowie Bożym i przypominający: Nie zaniechaj radzić się często z umiłowanym Zbawicielem! (DD I/132), prowokuje we mnie pytania:

Ile razy ja – jak ten urzędnik – wierzę słowu, które Jezus mówi? Mówi przecież codziennie…
Ile razy ja – jak Galilejczycy – wierzę Jego słowu tylko wtedy, gdy pasuje do moich oczekiwań i zgodnie z nimi się spełnia?
I jeszcze jedno pytanie. Musi paść, chociaż jest niewygodne.
Ile razy ja – temu słowu – nie wierzę?

Pochylam się dziś nad ojcowskim cierpieniem urzędnika o syna i nad ojcowską troską Franciszka Jordana o wszystkie „dzieci” Towarzystwa i słyszę: potwierdzaj życiem, że słowo Jezusa jest prawdziwe. Bo jaki pożytek przyniesie słowo, któremu się nie wierzy? Jak słowo może człowieka dokądkolwiek zaprowadzić, jeśli człowiek za nim nie pójdzie? Nie wystarczy prosić o pomoc, trzeba jeszcze pozwolić sobie pomóc: Przez to już będę miał ulgę, ucieszę się w mojej udręce, że nie wzgardziłem słowami Świętego (Hi 6,10; DD I/126). Inaczej nic z tego nie będzie.

Lekcja na dziś:
Uwierz słowu Boga. Daj Mu działać po swojemu. Pozwól Mu się poprowadzić. A staniesz się nie tylko świadkiem cudu, ale i znakiem Jego nieustannej obecności w świecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s