Naśladuj świętość Mędrców z betlejemskiej stajni przez postawę wewnętrznego skupienia, które w sercu tworzy sanktuarium! Tam rozmawiamy z Bogiem w najdroższej samotności, do której nic nie ma wstępu prócz Boga i duszy.
DD I/42

Lubię Uroczystość Objawienia Pańskiego. Porusza mnie Bóg, który, całkiem bezbronny, nie boi się ukazać całemu światu. Dzieli się sobą ze wszystkimi ludźmi, chociaż oni – wiemy to z dalszych kart Ewangelii – potem nie zawsze będą Go chronić, rozumieć, szanować, kochać. Poruszający są także ci Mędrcy – pewnie ówczesna elita – którzy pokonali długą drogę, by pokłonić się Dziecku.

Ewangelia św. Mateusza mówi o pokłonie „mędrców” czyli „wiedzących”, specjalistów od nieba, dobrze znających się na szlakach ludzkich wędrówek. Tradycja nadaje im imiona i godność królewską. Choć byli obcy, przejęli się żydowską przepowiednią o Królu, starali się jakoś ją dla siebie odczytać. Nosząc ją w sercu, uwierzyli w niezwykłość Niemowlęcia, mimo że bóstwo przecież nie prześwietlało ciała Jezusa. Musieli mieć ufność, jakby wewnętrzne światło, aby przez ubogie znaki rozpoznać w Nim dar, jakim sam Bóg stał się dla ludzi.

W Dzienniku Duchowym Ojciec Jordan też wspomina o Mędrcach. I cieszy mnie, że łączy to z zachętą do skupionej modlitwy. On wie, że każda droga przebyta dla Jezusa zaczyna się w sercu, poruszonym Jego obecnością.

Lubię to słowo: poruszenie. Zasłyszane kiedyś, zadomowiło się we mnie na dobre. Weszło do używanego przeze mnie języka, chociaż wiem, że w tej sprawie nie wolno kończyć na wypowiadanych słowach. Zaczynać tym bardziej. Jak tłumaczy sam Pan Jezus: „z obfitości serca mówią usta” (Łk 6,45). W poruszeniu pierwsza jest zawsze rozmowa Boga i duszy, która toczy się sercem, a nie wargami; w której: „Głębia przyzywa głębię” (por. Ps 42,8); i którą – jeśli już – powierzyć można tylko temu, kogo Bóg chce (por. DD I/180).

W dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 2, 1-12) też jest mowa o poruszeniu i wcale nie dotyczy ono Mędrców w długiej drodze do Betlejem. Św. Mateusz używa tego słowa w odniesieniu do Heroda, który siedzi w pałacu, ledwo osiem kilometrów od Dzieciątka i kombinuje jak się Go pozbyć. W polskim tłumaczeniu czytam, że Herod przeraził się na wieść o Jezusie. Ale grecki tekst zamiast słów: „przeraził się”, podaje inne: „został poruszony”. I ten fakt od dawna nie daje mi spokoju.

Dziś, kiedy spotykam Mędrców również na kartach Dziennika Duchowego, Herodowe poruszenie dotyka mnie jeszcze mocniej. Prowokuje do zadawania pytań. Stawiam je sobie raz po raz, na ogół w proponowanej przez Ojca Franciszka najdroższej samotności i nie tylko wtedy, gdy wypada Objawienie Pańskie. Dziś znów chcę pytać. Razem z Ojcem Jordanem i jego pasją, która ma przecież swoje źródło w Bożym słowie.

Siedzę nad otwartym Pismem Świętym i Dziennikiem Duchowym i pytam siebie: Co robisz z poruszeniem, które ci towarzyszy podczas lektury Ewangelii? Słowo objawia Boga; to, jak na nie odpowiadam – mówi coś także o mnie…

Czy jestem jak Mędrcy i w wyniku tego poruszenia „idę” w swoim życiu bliżej Boga? To znaczy – czy jestem gotowa pójść za obietnicą spotkania Króla bez narzucania Mu swojego scenariusza i oczekiwania konkretnych przejawów Jego panowania? Czy idę z wiarą, że On naprawdę objawi się w moim życiu i zrobi to w sposób, który sam uzna za właściwy? Przecież tylko tak wreszcie zrozumiem, że On jest, Kim jest (por. DD I/104).

A może raczej – jak Herod – odpowiadam na to poruszenie nieuporządkowanym pragnieniem sterowania innymi ludźmi, a nawet samym Bogiem? Czy umiem opuścić pałac swoich przekonań, czy raczej robię wszystko, żeby Jezus – Wcielone Słowo – nie zburzył mi mojego ustalonego porządku świata? Jeśli naprawdę chcę przyjąć Prawdę, to nie swoją, ale Tę, którą On jest. Jordan wie, co robić, aby to się stało: Stań się naprawdę człowiekiem wewnętrznym, przebywaj cały czas przed Bogiem i rozmawiaj z Nim! (DD I/180). Najlepiej – w sanktuarium serca

Czy poruszenie uczy mnie nie tylko słuchania Boga, ale także czekania na zrozumienie Jego słów – choćby trwało to tak długo, jak wędrówka Mędrców ze Wschodu do Betlejem? Jordan mówi: Myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna (por. Prz 3,5-6; DD II/78). Franciszek od Krzyża – nieprzypadkowo przyjął też imię Maria – wie, że w zachowującym i rozważającym sercu (por. Łk 2,19) wydarzenia stają się Jego słowem.

A może ja wcale nie czekam, tylko z miejsca i od razu jestem przekonana, że „Bóg mi powiedział”? Mało to razy nadaję swoim własnym myślom rangę słowa Bożego i chociaż pobożnie mawiam, że: „pochylam się nad Biblią”, to wciąż rządzę ja, a nie Pan Bóg? Gdzie tu pokorne, Jordanowe: Panie, Boże Wszechmogący, ukaż mi i naucz mnie Twojej woli! (DD II/76) i ufna wędrówka za gwiazdą…?

Mędrcy mówią poruszeniu „tak” – i pozwalają, by Bóg objawił się całemu światu. Herod mówi poruszeniu „nie” i skazuje świat na cierpienie i śmierć. Bo z jego rozkazu chłopcy do lat dwóch – giną, a ich rodzinom pęka serce.
Tymczasem Ojciec Franciszek z cierpliwością i łagodnością powtarza: Twoja gorliwość niech wypływa zawsze z miłości Boga, niech będzie kierowana przez Wolę Bożą i niech będzie ustalona przez mądrość, wytrwałość i sprawiedliwość (DD I/137).

Jordanowa pasja niesienia wszędzie dobroci Zbawiciela nie tylko dziś wychowuje mnie do rozpoznawania Króla w Niemowlęciu z betlejemskiej stajni. Ojciec Franciszek, całe życie wpatrzony w Zbawiciela, ciągle i na różne sposoby zdaje się mówić: zobacz, prawdziwa potęga wcale nie jest otoczona pychą, wszechmoc nie jest przemocą, miłość jest większa niż nienawiść. Objawiający się Bóg-Człowiek, który nie boi się ani matactw dorosłego Heroda, ani dziecięcej bezradności, którą sam przyjmuje dla zbawienia świata – to największy dar, jaki ludzie mogą otrzymać. On naprawdę jest całym sensem i jedynym celem drogi podjętej najpierw przez Jordana, a potem przez wszystkich poruszonych jego dziełem.

A ja, z wdzięcznością za to dzieło, z Pismem Świętym i Dziennikiem Duchowym w ręku, dzień po dniu się uczę: od tego, jaka jest odpowiedź na poruszenie przez Słowo – zależy całe moje życie. I – według pasji Jordanowej, w której każde życie jest darem i posłannictwem – nie tylko moje…

*

Gwiazda Zbawcę im ogłasza, nadzieją się cieszą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s