Sprawiaj twoim dzieciom duchowym tyle radości, ile tylko możliwe (…).
DD I/200

Słowo z Jordanem jest niemowlakiem.
Dziś – w Niedzielę Misyjną – kończy dwa miesiące.
Przez ten czas powstało piętnaście lekcji. Przynajmniej tych opublikowanych, bo Ojciec Jordan daje ich zdecydowanie więcej. Kiedy chce i jak chce. Nawet, jak mi się nie chce.

Jak mądry wychowawca – pewne rzeczy ciągle musi mi powtarzać. I jak dobry ojciec – kocha i czeka, aż w końcu je przyswoję. Podobno niemowlaki szybko się uczą, a upór pojawia się dopiero w okresie poniemowlęcym, ale jak widać – różnie to bywa…

Wszystko, co ma wartość, wymaga wysiłku.
Jakiś wysiłek musi tu być. Wysiłek słuchania, czytania, szukania, łączenia słów z życiem.
Bo przecież to najważniejsze Słowo jest żywe. No i skuteczne. Jak mówi dziś św. Paweł, bliski Ojcu Franciszkowi: „przysposabia do każdego dobrego czynu” (por. 2 Tm 3, 14–4, 2).

Oczywiście – ten wysiłek nie jest tylko mój.
Cały czas bezczelnie korzystam z wysiłku, który włożyli inni, zajmujący się fachowo Ojcem Jordanem w czasach, kiedy ja może już nie byłam niemowlakiem, ale ze znajomością Pism świętych było u mnie gorzej, niż z dzieckiem.
Właściwie to nie wiem, czy teraz jest lepiej. Ale przynajmniej wiem, że mogą mnie jeszcze nauczyć mądrości, wiodącej wiadomo gdzie (a jak nie wiadomo to: 2 Tm 3,15 z dzisiejszej liturgii Słowa). I oby tak było!

Ten wysiłek innych to różne książki, sesje, konferencje, homilie, filmy. Wszelkie sposoby dzielenia się nie tylko zdobytą wiedzą, ale i osobistą więzią z Franciszkiem od Krzyża. Często je polecam i we wpisach zawsze staram się zaznaczać (bo jak uczy Tymoteusza św. Paweł, pamięć jest zbawienna: „…wiesz, od kogo się nauczyłeś”). Sobie nie ufam tak, jak im. Ciągle do nich wracam. Czasem po dziesięć razy do jednego zdania. I Bogu dzięki. Właściwie lubię, kiedy nie dają mi spokoju. To dobry znak. Nawet, jeśli nie od razu umiem go odczytać. Niemowlak „chłonie”. Rozumie dużo później…

Po tych dwóch miesiącach wiem, że radość i wyrzeczenie to dwie strony tego samego medalu, który nazywa się miłość.
Wyrzeczenie wygląda dość swojsko. Jak kawa wylana na kartki Dziennika, albo przypadkowe spojrzenie na zegarek: o kurcze, to już druga trzydzieści. W nocy oczywiście.

Ale radość jest… wierzcie – nie do opisania 🙂 Całkiem jak miłość.

To wszystko razem chyba nazywa się pasja.

Nie będę się tu rozpisywać z podziękowaniami, załatwię to jak Ojciec Jordan – sam na sam z Bogiem.
Mam tylko prośbę: jeśli możecie, wracajcie tu.
Bo fajnie jest z Wami.

*

Zdjęcie użyte we wpisie nie jest moją własnością. Należy do: MjakMama24.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s