Moja tajemnica należy do mnie (…).
DD I/15

Wydaje się, że dziś lepiej byłoby sięgnąć do któregoś z cytatów św. Ignacego z Loyoli, które bł. Franciszek od Krzyża Jordan zapisał w swoim Dzienniku Duchowym. W końcu 31 lipca -wspominamy św. Ignacego Loyolę, prezbitera, a bez niego przecież nie miałabym pojęcia kim jest błogosławiony założyciel salwatorianów i salwatorianek.

No, ale właśnie – czy ja naprawdę „mam pojęcie” o bł. Franciszku Jordanie? Co to w ogóle znaczy – mieć pojęcie o kimś? Znać jego biografię, pisma, kojarzyć dokonania, poznać pochodzenie? I czy w tej wiedzy – nawet rozległej, na bieżąco uzupełnianej – wyczerpuje się wszystko? Co z tego, że wiem, że Gurtweil, że bieda, że praca, że pasja ratowania wszystkich, że dzieło apostolskie, że 1881 i pieczone kasztany…?

Ciekawe, że właśnie dziś Ewangelia (por. Mt 13, 54-58) stawia mi podobne pytanie. Pokazuje bezsilnego w sumie Jezusa w rodzinnym Nazarecie. Ludzie stamtąd też „mieli pojęcie” o Jezusie. Dużo o Nim wiedzieli. Potrafili wymienić imiona Jego bliskich. Potrafili Go sklasyfikować jako „syna cieśli”. Z Jordanem też mogę tak zrobić – podać imiona rodziców, wskazać braci, też mogę go włożyć w ramkę: „pracowity biedak z Gurtweil”.

Gdy mówili o Jezusie „syn cieśli”, oznaczało to: „nikt ważny”. Gdy wymieniali imiona Jego bliskich, przekonywali samych siebie, że z nikim innym nic istotnego Go nie łączy. Charakteryzując bł. Franciszka od Krzyża dostrzega się podobny schemat i podobne myślenie tych, którzy mówili, że nie nadaje się do tego za co się zabiera, tak jak cieśla z Nazaretu nie mógłby przecież czynić cudów. Ale różne drobiazgi na temat Błogosławionego, te najzwyklejsze właśnie są ważne, bo przypominają, że Bóg powołuje kogo chce, że tyle dróg do Niego, ile ludzkich historii, że spracowane ręce mogą się okazać najbardziej świadome, że trzymają święte Ciało Pańskie…

I tak jak tożsamość Jezusa nie wyczerpywała się w znanych mieszkańcom Nazaretu relacjach, ani w zawodzie Józefa, tak tożsamość bł. Franciszka nie zamyka się w tym, co odkryją biografowie i pasjonaci jego drogi. Nie da się do tego ograniczyć czyjejkolwiek tożsamości.

Tego nauczył mnie nikt inny jak św. Ignacy w proponowanych przez niego ćwiczeniach duchowych. Jeśli pojmę jak niedoskonałe jest moje rozeznanie co do zwykłych ludzi, łatwiej mi będzie powstrzymać się przed zbyt łatwym klasyfikowaniem Jezusa. Jeśli odpuszczę, że wszystko wiem o Bogu, o łasce, o zbawieniu, o Kościele, dopiero naprawdę Go do siebie dopuszczę.

Dobrze, że Pismo Święte nie jest oczywistą lekturą. Dobrze, że Dziennik Duchowy też taką nie jest. Że wciąż pozostają w nim „cytaty nieznanego autora”. Że nie do końca wiadomo, czemu gdzieś bł. Franciszek od Krzyża stawiał kropki, gdzieś myślniki, gdzieś podkreślał, a gdzieś skreślał. Że nikt nie wie i już się nie dowie, co działo się między ukochanym Bogiem a nim na modlitwie. Jordanowy zapis z pierwszych stron jego notatek: Moja tajemnica należy do mnie wciąż prosi, by poznawanie kogokolwiek – już błogosławionego, lub dopiero w drodze do świętości – czynić z pokorą. Z pokorą gotową na niewiedzę, uznającą tajemnicę drugiego do samego końca.

„Odprawiający Ćwiczenia winien się dostosowywać do tajemnic, które kontempluje” – pisze św. Ignacy (ĆD 130). Od szacunku do nich zaczyna się nigdy niewyczerpane „pojęcie” Niepojętego, co chciał być zwyczajny i bliski. I dopiero wtedy dzieją się cuda.

Dodaj komentarz