Z całą mocą dąż do tego, żeby święta wiara we wszystkich dzieciach duchowych była stale możliwie wielka i żywa.
DD I/210

Czas leci szybko – taka myśl towarzyszy mi zwykle w końcówce wakacji, które nieubłaganie mijają zapowiadając, że ani się obejrzę i trzeba będzie wrócić do pracy. Ale myśl o upływającym czasie dotyczy także tego bloga, bo właśnie dziś „mijają” mu cztery lata.

„Wielka jest twoja wiara” – słyszę w Ewangelii Jezusa, rozmawiającego z kobietą kananejską (por. Mt 15, 21-28). To ta, która szukała ratunku dla córki, dręczonej przez złego ducha. Która w imię miłości do dziecka potrafiła przełamać opór i wstyd wobec Nauczyciela z Izraela, co to najpierw ignoruje jej wołania, a potem rozmawia z nią – powiedzmy delikatnie – średnio uprzejmie („Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”). Przynajmniej tak się po ludzku zdaje. Jednak tą historią Słowo Boże przypomina co innego: Bóg nie ogranicza się do ludu, który od wieków był Jego, ale to, co ma najcenniejszego – ocalenie w Jezusie – daje całej ludzkości.

To samo przypomina życie i dzieło bł. Franciszka Marii od Krzyża Jordana. Takie było przecież jego największe pragnienie, fundament pasji, cel założonego zgromadzenia: żeby każdy człowiek z każdego narodu mógł usłyszeć od Jezusa: „Wielka jest twoja wiara”. Poza tym, jak się nie uśmiechnąć dziś do tego, co mówi św. Paweł: „(…) może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia” (por. Rz 11, 13-15. 29-32). Ze „swoimi” chyba było bł. Franciszkowi najtrudniej…

Poznając stopniowo bł. Franciszka Jordana, różne szczegóły z jego życia i cały wysiłek budowania Towarzystwa Boskiego Zbawiciela, czasami miałam ochotę zawołać jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Drogi Ojcze Franciszku, wielka jest twoja wiara! Nawet następca Jordana, Ojciec Pankracy Pfeiffer napisał, że życie i działanie Ojca Franciszka można zrozumieć tylko jako przeniknięte, określane i kierowane świętą wiarą. W Dzienniku Duchowym sam Błogosławiony zanotował sobie, cytując Tertuliana: Wiara chrześcijan jest wiarą w niemożliwe (por. DD III/33) Trzydzieści lat czekania na ostateczne zatwierdzenie Towarzystwa mogło w nim rodzić myśl: niemożliwe. Ale miał w sobie determinację podobną do kobiety z dzisiejszej Ewangelii: z jednej strony wiedział, że spotkanie z Jezusem w modlitwie to najlepszy sposób na wszelkie przeciwności i że tylko On ostatecznie może powiedzieć: „niech ci się stanie jak pragniesz”; z drugiej strony – nie oglądał się na innych – co sobie pomyślą (a swoje myśleli), czy będą próbowali go powstrzymać (a powstrzymywali). Wiara i miłość do ludzi wskazywały mu jedyną Osobę, która może w każdą beznadziejną sytuację (warto zauważyć, że powołanie bł. Franciszka to czasy kulturkampfu, a ostatnie lata jego życia – wojna) tchnąć nadzieję. On, tak jak i Kananejka z Ewangelii – w zmiennych kolejach losu, nie koloryzując ani nie dramatyzując, nawet na chwilę nie stracił z oczu celu, któremu się poświęcał. On, tak jak i ona – przezwyciężył pokusy odejścia od Jezusa, gdy po ludzku czuł się niegodny niesienia Jego miłości. On, tak jak i ona – odkrył, że tylko ufna wiara w Boże miłosierdzie jest w stanie wytrzymać zawód związany ze słabością, z którą ciężko sobie poradzić. Może też zapamiętał ze Słowa Bożego to, co i nam dane jest dziś do zapamiętania: co by się nie działo, „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne…”

Czego przez cztery lata nauczył mnie ten blog o Słowie Bożym czytanym z bł. Franciszkiem Jordanem i o bł. Franciszku Jordanie „czytanym” w Słowie Bożym?

Najbardziej tego, że Bóg prowadzi. Przez takie czy inne złożenia okoliczności, a przede wszystkim przez swoje Słowo, które oświeca i umacnia. I jak nikt inny zna ludzkie losy – i Błogosławionego, i moje…

Także i tego, że wiara zakłada ryzyko. Nie wiem, co będzie jutro. Ale gdy przyjdą zaskakujące sytuacje, wtedy moje braki okażą się miejscem na dar, na Bosko-ludzkie obdarowanie. Jedna z najważniejszych lekcji bł. Franciszka: bycie człowiekiem samowystarczalnym i niezależnym to nie ideał życia dla chrześcijanina, który liczy na pomoc Boga i ludzi.

No i jeszcze jedno: w imię miłości trzeba być gotowym na wiele. Również na to, by – kochając człowieka – ostatecznie usłyszeć od Jezusa: „Wielka jest twoja wiara”. Oczywiście pamiętając, że moja wiara należy bardziej do Niego niż do mnie, bo to nie ja wyszłam pierwsza z propozycją przyjaźni, wręcz przeciwnie.

No właśnie.
Błogosławiony Franciszku od Krzyża Jordanie, dziękuję, że i Ty pierwszy chciałeś się ze mną zaprzyjaźnić. W końcu „to święci nas znajdują, a nie my świętych”.

Jedna uwaga do wpisu “Wielka jest twoja wiara

  1. Dziękuję za tak wiele wątków poruszonych w tym rozważaniu i przynoszących mi osobiście nadzieję. Począwszy od silnej wiary bł. Franciszka w przeciwnościach w niesprzyjających wierze okolicznościach jego życia, przez jego wierne zakorzenienie w Słowie Boga oraz zachętę do naśladowania w ufności pokładanej w Bogu podążając za i ze Świętymi Kościoła. Bóg zapłać za ten blog.

    Polubienie

Dodaj komentarz