Prawdziwa pokora jest kluczem, którym możesz otwierać skarby łask nieba.
DD I/5

Powyższy cytat to niemal sam początek Dziennika Duchowego bł. Franciszka Marii od Krzyża Jordana. Zapis z pierwszych jego stron. Błogosławiony ma wówczas 27 lat. Trzeba powiedzieć – niejedno już przeżył, ale wiele jeszcze przed nim. To co już przeżył było lekcją pokory, to co go czeka – będzie lekcją pokory jeszcze większą.

Lekcją pokory jest i słowo Boże z dzisiejszej liturgii. Syrach w pierwszym czytaniu wezwie wprost: „O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj” (por. Syr 3,17-18.20.28-29), a Ewangelista Łukasz przypomni, żeby zrezygnować z nadęcia i przy stole na uczcie usiąść na ostatnim miejscu (por. Łk 14,1.7-14). W tym kontekście warto spytać: co to właściwie jest pokora?

Nie umiem jasno zdefiniować, co to jest. I nie umiem też do pokory dążyć, bo gdy dążę do tego, by być pokorną, to już w pewnym sensie zaprzeczam istocie pokory. Chyba najlepsza definicja to po prostu pokazać Pana Jezusa: oto Człowiek pokorny, naśladujmy Go. Jak w aklamacji na dziś: „uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (por. Mt 11, 29).

Bł. Franciszek Jordan o pokorze pisał różnie: że to matka wielkich czynów (por. DD I/81); że jest tronem mądrości, płaszczem łaski, przedsmakiem chwały (por. DD II/8), albo że jest skarbem (por. DD III/11). Ale jakoś szczególnie podoba mi się to co odkrył u św. Teresy z Avila: pokora jest prawdą (por. DD I/78). Musiało to być dla niego odkrycie ważne, bo kilka razy je w swoim Dzienniku – na różnych etapach życia – powtórzył. Nic dziwnego – lekcja pokory jest właściwie lekcją na całe życie.

Jeśli pokora jest prawdą to znaczy, że jest świadomym uznaniem swojego losu, swojego życiorysu. Gdyby prześledzić sobie biografię Błogosławionego no to tak właśnie jest, że on krok po kroku uznaje to, co mu się w życiu przytrafia. Przyjmuje – nie myślę, że całkiem bez oporów, ale przyjmuje – takie czy inne trudy czy porażki, ale również łaski i błogosławieństwa (To żadna pokora, gdy się nie chce wykorzystać otrzymanych od Boga prawdziwych zdolności i łask, aby czynić wielkie rzeczy na chwałę Boga i dla zbawienia bliźniego – DD I/79). I to nie jest bynajmniej zgoda bierna – tak już jest i tyle. To raczej postawa czynna: czego Bóg ode mnie oczekuje teraz, w tych warunkach, jaka misja jest do podjęcia, wobec czego nie wolno mi spocząć, mając i zasoby, i braki (por. DD II/1). Wtedy naprawdę pokora jest prawdą i człowiek nie kończy jako uciążliwy frustrat od którego rzekomo odwrócił się świat, ani jako terrorysta, co zmusza każdego do zaakceptowania go takim, jaki jest.

Chyba Błogosławiony Franciszek od Krzyża zgodziłby się też ze zdaniem: ”Pokora w najgłębszej swojej głębi ma wiele wspólnego z adoracją”. Może zacytowałby je nawet w swoim Dzienniku, gdyby jego autor – kardynał Charles Journet – nie był od niego 43 lata młodszy. Zważywszy na Jordanowe umiłowanie czasu spędzanego przed Najświętszym Sakramentem, mając na uwadze jego przekonanie, że trzeba poznać Boga, żeby poznać siebie, można uznać: faktycznie, pokora to adoracja. To rodzi pytanie: czy ja adoruję swoim życiem Boga w swoim sercu i wtedy staję się coraz bardziej pokorny, czy adoruję samego siebie? W notatkach ze Szkoły Duchowości Ojca Jordana wciąż mam zapisane: „co adoruję, to rośnie”. Czy pozwalam „rosnąć” Bogu we mnie, czyli czy jest we mnie trwała adoracja Pana Boga? Czy zostawiam Mu to ewangeliczne pierwsze miejsce, czy raczej ciągle siedzę tam ja, ze swoimi oczekiwaniami, także względem Niego?

Liturgia na dziś pokorę łączy z łagodnością i podobne połączenie można dostrzec także na kartach Dziennika Duchowego. W mądrości Syracha słychać: „Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy”; u bł. Franciszka: „Ty natomiast, o człowiecze Boży… podążaj za…łagodnością!” (por. DD IV/27). I w obu przypadkach widać, że łagodność charakteryzuje ludzi naprawdę mocnych. Jezus był Człowiekiem łagodnym, a jednocześnie był mocarzem ducha. Zawsze za łagodnością, czyli za nienarzucaniem swojej osoby kryje się wielka siła. Ewangelia na dziś dopowie, że to siła zdolna nie oddalać od siebie wszelkiej ludzkiej nędzy. W psalmie wybrzmi, że to siła ochraniająca biednego, a nie wygodna ucieczka w hermetyczny krąg ludzi, którzy mi się podobają.

To jest ta siła nawet nie tyle do siadania na ostatnim miejscu, ile do robienia sobą miejsca dla innych. Po to, by mogli wreszcie zostać zauważonymi i wysłuchanymi. Bo przecież tak naprawdę być z Jezusem – pokornym i łagodnym – to być razem z tymi, o których czasem tylko On pamięta. Tak się zaczyna dostrzegać skarby wokół siebie, które okazują się skarbami łask samego nieba.

*

Zdjęcie: Klimaty Podlasia (fb)

Dodaj komentarz