… kazałem sobie zrobić przez Ojca Pawła w sierpniu różaniec „Deo gratias” z 33 ziarenek, na pamiątkę 33 lat życia Jezusa Chrystusa.
DD III/31
Deo Gratias – bł. Franciszek Jordan dobrze znał te słowa. I w ostatni dzień roku szczególnie wzywał swoich współbraci do bycia wdzięcznymi. Często ich o to prosił, ale 31 grudnia rzeczywiście do tego mobilizuje – podziękuj, bo jest Komu i za co.
Prolog Janowy w dzisiejszej Ewangelii także jest zaproszeniem do wdzięczności. Bo skoro wszystko stało się przez Słowo, a bez Niego nic się nie stało – to znaczy, że sens i wartość każdego podziękowania „mieszka” w Słowie, które zamieszkało między nami (por. J 1,1-18).
Pierwszy raz robię coś takiego i tak dosłownie – to jest wpis dedykowany. Dedykowany komuś, kto w szczególny sposób uczy mnie wdzięczności w Jordanowym stylu. Kiedy słyszę w Prologu: „Pojawił się człowiek posłany przez Boga”, cieszę się, że chodzi o Jana Chrzciciela, patrona również bł. Franciszka Jordana. Ale ten rok pomaga mi zauważyć, że posłana przez Boga jest mi także Zuzanna. Tak właśnie ma na imię.
Z początkiem Adwentu przysłała mi wspominany powyżej różaniec Deo Gratias. 33 ziarenka, na których powtarza się: Bogu dzięki. Nawet nie wiedziałam, że taki jest dostępny i można się na nim modlić. Stanęłam przed wyzwaniem bycia wdzięczną dzień po dniu. Nie tylko dlatego, że ktoś zrobił mi prezent. Po prostu dotarło do mnie, że wdzięczność jest wpisana w miłość. Nie da się kochać bez wdzięczności, tak jak nie da się dawać bez przyjmowania. I w zasadzie nikt tak jak Zuzia mi tego nie pokazał.
Ona pierwsza znała bł. Ojca Jordana. I to właśnie on nas poznał. A właściwie – Słowo i on. Bo na początku było Słowo. Swoją drogą, czy to nie Słowo „daje” nam ludzi, skoro stało się człowiekiem? I czy to nie Słowo właśnie najbardziej uczula, uwrażliwia nas na drobiazgi, te ziarenka jak w różańcu, z których składa się czynione innym lub doświadczane od innych dobro? Przecież to Słowo jest niekończącą się lekcją miłości, czyli bycia w relacji między Tym, Kto mówi, wyraża i daje siebie, a tym, kto słucha, odbiera i przyjmuje. A jeśli przyjmuje – to jest wdzięczny!
Tę „łaskę po łasce”, za którą dziś chcę podziękować, trzeba odnaleźć zwyczajnie, w codzienności – bez słów „mówi” mi zawsze Zuzia i po prostu robi to, co tworzy jej dom, rodzinę, rzeczywistość przesiąkniętą wiernością Słowu. Ona jak bł. Jordan wie, co naprawdę znaczy „Deo gratias”. I realnie wciela w życie jego wezwanie: Musicie być wdzięczni w słowie i czynie. Musicie się miłować przez znoszenie się nawzajem. Sami wiecie, że jest tego dużo. Niech każdy nosi ciężary drugiego i, na ile może, niech je pomniejsza (Kapituła 31.12.1898).
Może dzisiejszy dzień jest po to, żeby realnie powiedzieć „Deo Gratias” za ludzi, których On nam posyła? Mogą nie wiedzieć, że są przez Niego posłani, mogą temu nie dowierzać, ale przecież są, bo skoro „światłość prawdziwa oświeca każdego człowieka”, to każdy jest powołany, czyli posłany! I może – poprzez wdzięczność – odkryje do końca: przez Kogo i do kogo.
Bądźcie wdzięczni, proszę was o to na koniec roku, i postanówcie sobie, że przez całe życie będziecie wdzięczni! (por. Kapituła 31.12.1897) mówi dziś bł. Franciszek od Krzyża. Modlący się na różańcu Deo Gratias naprawdę wie, co mówi…
Zuzia, nie wiem czy wiesz, ale Twoje życie jest prawdziwym Słowem z Jordanem.
Deo Gratias za Ciebie i za wszystkich, łącznie z Błogosławionym, którzy pozwolili nam się spotkać!