Matka Boża szczególnie nas kocha.
Kapituła 8.03.1901

Jezus mówiący dziś: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” prowokuje mnie, by postawić sobie pytanie o przyjaźń właśnie. Czy mogę o sobie powiedzieć: przyjaciółka Boga? Czy drugi człowiek może mnie z przekonaniem nazwać swoją przyjaciółką? Co robię z przyjaźnią, której doświadczam w życiu?

Przyjaźń z Bogiem

Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli… (por. J 15,9-17) – mówi Jezus, a ja się zastanawiam co z tym „jeżeli” w mojej relacji z Nim. Na ile potwierdzam codziennością inny fragment Słowa Bożego, wspominany także w Dzienniku Duchowym: „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16; DD IV/4). Tyle dziś o trwaniu mówi Ewangelia! Greckie słowo użyte na określenie „trwania” w tej perykopie można różnie tłumaczyć: „stoję w miejscu, przebywam w domu, mieszkam, trwam, obstaję przy czymś”. Właśnie – czy nie tyle od czasu do czasu podchodzę, ile po prostu zawsze stoję przy Jezusie? Czy przebywam z Nim i w Nim jak w domu? Czy „obstaję” przy Jego Ewangelii, nawet jeśli niewiele z niej rozumiem? Maryja towarzyszy mi w tych pytaniach – bo i Ona przecież nie rozumiała wszystkiego, tylko „zachowywała” i „rozważała” czyli non stop przebywała w Słowie, stała przy Nim jak przy żłobie w Betlejem i przy krzyżu na Golgocie. Jakby mi mówiła: co by się nie działo, przyjaźń nie jest ani „na trochę”, ani tylko „na dobre”. Bł. Franciszek od Krzyża, znacząco wówczas młodszy ode mnie, dopowiada jeszcze: O istoto ludzka, spójrz, czy jest coś słodszego niż służyć Bogu i mieć Go za przyjaciela (por. DD I/6).

Przyjaźń z Maryją

Można Ją nosić w imieniu zakonnym – jak bł. Franciszek i setki innych braci. Można sobie wybrać imię „Maria” na bierzmowanie, ze względu na Nią. Zrobiłam tak dawno temu, choć moja przyjaźń z Maryją rozwijała się dopiero w kolejnych latach, tak jak lat było mi potrzeba, żeby dotarło, co tak naprawdę zostało mi dane, gdy słyszałam: „Przyjmij znamię daru Ducha Świętego”. Dziś sobie myślę, że może to właśnie Maryja, wybrana na patronkę – Przybytek Ducha Świętego – krok po kroku, jak paciorek za paciorkiem w różańcu, mi to pokazywała? Zresztą ciągle się Jej uczę – jak pozwalała, aby Słowo zajęło Jej serce, jak słuchała i wypełniała Je (To samo chcieć i nie chcieć tego samego, to dopiero stanowi o prawdziwej przyjaźni – DD IV/28), jak – zwyczajnie żyjąc w pogardliwie określanej Galilei pogan – pokazywała, że właśnie wierność prostocie czyni życie najbardziej niezwykłym. Jak wychowywała Syna – Boga, który przy Niej rósł w mądrości i łasce, chociaż wiedziała, że On po prostu jest Mądrością. Jak była i jest. Zawsze, czy towarzyszą temu Jej szczególne objawienia, czy peregrynacja obrazu, czy cisza kaplicy, czy różaniec odmawiany na wieczornym spacerze. Kto by nie chciał mieć takiej Przyjaciółki? Nadal się uczę Maryi, ale póki co wiem jedno: Jej – jak Przyjaciółce – można wszystko powiedzieć. Wszystko powierzyć. Wszystko przed Nią wypłakać i wszystkim się z Nią ucieszyć.

Przyjaźń z Błogosławionym

O to powinno się chyba spytać najpierw salwatorianów: czy kochacie swojego Ojca Założyciela? Jak to robicie?
Ja się wcale nie chciałam z Nim przyjaźnić. Długo się opierałam, przekonując siebie, że starczą mi ci święci i błogosławieni, których już znam. Buntowałam się (i nadal się buntuję) na niektóre jego słowa, które nie dawały mi spokoju. Bloga zakładać bałam się jak diabeł święconej wody. Gdzie ja, do takich rzeczy! A bł. Franciszek powiedział po prostu: Ciesz się, gdy spotkasz dobrych ludzi, i szanuj, i kochaj ich jako przyjaciół Bożych! (por. DD I/24). Dopowiedziałam sobie po cichu, wcale nie bez walki: I nie marnuj tego.
Reszta w całym tym blogu.

Przyjaźń z drugim człowiekiem

Ewangelia na dziś mówi, że największa miłość jest wtedy, gdy ktoś oddaje życie za przyjaciół. Może dlatego, że jest najwyższym wyrazem bliskości, ukoronowaniem relacji budowanej przez lata. Że jest ostatnim słowem, które zostaje dopowiedziane po wszystkich słowach. Jak ostatni dar, który zostaje dołożony do wszystkiego, co zostało już podarowane. Właściwie miłość, która jest oddaniem życia za przyjaciół, ma już śmierć za sobą. To jest miłość bezpieczna, bo niezmiennie trwa wobec wszystkich gróźb świata. Pełna pokoju w obliczu każdego niepokoju, pełna ufności w świecie, w którym czasem nie wiadomo, komu ufać. Kto choć raz, choć trochę, umarł za przyjaciół, ten wie, o co chodzi. Tak, jak sam Błogosławiony: Bardzo was kocham i jestem gotów umrzeć za was wszystkich (por. Kapituła z 20.04. 1894).

Dzisiejsza Ewangelia, Maryja i bł. Franciszek Jordan przypominają mi, że Jezus nie każe robić czegoś, co jest poza naszym zasięgiem. Nie żąda czegoś, czego sam by nie czynił. Co byśmy rozumieli z miłości, gdybyśmy nie widzieli miłości Ojca i Syna? Nasza miłość jest odblaskiem tamtej miłości. Zatem w przyjaźni – z Bogiem i ludźmi – nie musimy niczego zaczynać od zera. Nie jesteśmy jej źródłem. Wystarczy, że przyjmiemy to, co Bóg nam daje. Wtedy nauczymy się odpowiadać na Jego zaproszenie i spełnimy Jego przykazanie. Wtedy naprawdę nauczymy się kochać.

Maryjo, Przyjaciółko niezrównana, módl się za nami!
Maryjo, Przyjaźni Naszej Połączenie, módl się za nami!
*
Wezwania pochodzą z Litanii Dominikańskiej, przeznaczonej do odmawiania we wszystkich potrzebach i utrapieniach. Jest starsza niż Litania Loretańska (1578 r.).

Dodaj komentarz