(…) jacy jesteście, gdzie jesteście, czym jesteście i co macie robić – pamiętajcie o tym przez całe życie!
Kapituła 22.06.189
4

Czwarta Niedziela Adwentu kończy tegoroczny Adwent z Jordanem. I kolejny raz Ewangelia prowadzi nas do spotkania Maryi z aniołem w prostocie Nazaretu. Okazuje się, że głębi Słowa Bożego nigdy dość…

Maryja dobrze wie, jaka jest (por. Łk 1,26-38). Nikogo i niczego nie udaje, nie nadrabia miną, nie negocjuje z Gabrielem warunków przyjęcia Bożego planu na Jej życie. Myślę o Niej dziś: przyjęła wszystko „tak jak stała”. Co więcej – Ona wie, gdzie „stoi” – w swoim środowisku życia, takim, a nie innym. To tutaj – w codzienność – Bóg przyszedł ze swoim miłosierdziem. I tutaj wszystko ma się zacząć. Ktoś mi niedawno powiedział: powołanie oznacza być na swoim miejscu. Znać je i możliwie najpiękniej je zagospodarować. No i właśnie – Maryja wie, co ma robić – żyć według Słowa. Nawet jeśli po ludzku rodzi zmieszanie i Ją przerasta. Niech mi się stanie. Tylko tyle. Aż tyle.

To naprawdę poruszające, że o tym wszystkim wtedy, w Nazarecie, nikt nie wiedział. Tylko Ona i anioł, którego Bóg posłał. A przecież to spotkanie było tak ważne. Ta krótka rozmowa odmieniła wszystko. Po cichu rozegrał się jeden z najważniejszych aktów w dziejach świata. Bez rozgłosu stało się coś, co miało wpływ na bieg dziejów o wiele większy niż wszystkie bitwy i rewolucje. Bóg wybiera takie okoliczności, by odnawiać oblicze świata. W takich okolicznościach On nas zbawia.

Adwent z Jordanem to nie tylko te wpisy, pojawiające się – w tym roku, trzeba to przyznać – z różną regularnością. Bóg pozwolił, że udało się publikować codziennie, choć ani u początku Adwentu, ani w środku, ani teraz – wcale nie było to takie pewne. Ale poza tymi wpisami (ufam, że jakoś pomocnymi w przygotowaniu się do świąt Bożego Narodzenia, czy może po prostu – w codzienności) działo się to wszystko, o czym nikt nie wie. I w moim życiu, i w życiu Czytelników tego bloga. Ja nie wiem, czego ktoś potrzebował, co i jak kogoś poruszyło; ktoś nie wie, co i jak wpływało na mój dzień po dniu „ze Słowem i z Jordanem”. Ale to wszystko razem tworzyło ten Adwent – czas czuwania i kochania czyli…pamiętania.

Jestem wdzięczna Bogu za ten kolejny Adwent i chcę dziś zapamiętać to, o co prosi Błogosławiony, a czego Maryja, którą tak ukochał – w porę go nauczyła: kim jestem, gdzie jestem i co mam robić. Tak się odkrywa, że to, co najważniejsze w życiu dzieje się po cichu. Że są spotkania, o których nikt niczego nie wie, a które zmienić mogą wszystko i wszystkich.

Bogu, który stał się Człowiekiem aby nas zbawić- niech będą dzięki!

Pamiętajcie o tym… Będziemy wam towarzyszyć naszą modlitwą.
Wysłanie misjonarzy do Assam, 17.02.1906

Dodaj komentarz