Pokora oznacza, że chcemy być traktowani tak, jak na to zasługuje nasza małość, i że sami też tak siebie traktujemy.
Przemówienie do sióstr 9.06.1899

Druga Niedziela Adwentu daje nam towarzysza adwentowej drogi. To patron bł. Jordana, jego imiennik. Imię chrzcielne Franciszka od Krzyża to przecież Jan Chrzciciel. Ten, z którym przeżywamy każdy Adwent.

Jan Chrzciciel jest człowiekiem głębokiej pokory (por. Mt 3, 1-12). Nie skupia uwagi na sobie, nie chce być podziwiany, nie wywołuje sensacji, nie interesuje go wielkość, nie dąży do sukcesu. Wie, że tu chodzi o coś innego. Swoją misję rozumie jako umniejszanie. Wskazuje Jezusa i umniejsza się, by Jezus mógł wzrastać. Nie przesłania Jezusa sobą, ale schodzi na bok, by zrobić miejsce Innemu. Stwierdza pokornie, że za Nim idzie Mocniejszy, któremu nie jest godny nosić sandałów. Jan jest w tym bardzo konsekwentny i bardzo prawdziwy. Czasem, kiedy bardzo chcemy uchodzić za pokornego, kiedy udajemy „lepszych” przed innymi – od razu trąca to sztucznością, którą łatwo wychwycić. I dobrze.

Niewątpliwie pokora Jana jest jego wielkością. Właściwie, każda szczera pokora jest wielkością. Być świadomym swojego miejsca i swojej misji w życiu – o to przecież chodzi w nawróceniu, do którego dziś jesteśmy wzywani. Być – tu i teraz, tam gdzie trzeba. Tak mi się kojarzy bł. Franciszek Jordan – że umiał być – nie gdzieś, nie kiedyś, lecz tu i teraz, tam, gdzie należy. Także dlatego jego dzieło trwa…

Pokora Jana Chrzciciela jest prawdą, która każe mu inaczej przemawiać do ludzi, którzy wiedzą, że nie zachowują przykazań, inaczej zaś do tych, którzy uważają się za sprawiedliwych. Tak, czy tak – jedni i drudzy potrzebują nawrócenia. Bo nie wystarczy uważać się za sprawiedliwego, by faktycznie nim być. Tak, jak nie wystarczy uchodzić za pokornego, by żyć pokornie. Wszyscy mamy co w sobie zmieniać. Wszyscy potrzebujemy nadziei na to, że zmiana jest możliwa. Wszystkich dotyczy decyzja na zmianę. Wszyscy mamy na to tylko tu i teraz.

Życie duchowe wymaga pokory. Pokora jest zgodą na siebie i swoje miejsce w życiu. Jak to rozumieć? Chyba jako zgodę na to, że mam i mocne, i słabe strony. Potrafię je nazwać i oddać Bogu na użytek. On przecież może się posłużyć wszystkim, także tym, czego ja sama boję się odsłonić przed kimkolwiek.

Bez zgody na siłę i na słabość zarazem, będzie albo pycha – zrozumiałość, arogancja, poniżanie innych, dążenie do sukcesu po trupach, albo – jak ktoś trafnie nazwał: „garbata pokora”– kompleksy i niezdrowe poniżanie siebie. Nie chodzi ani o jedno, ani o drugie.

Każdy Adwent przypomina: masz swoje miejsce. Masz swoje miejsce w Bogu, swoje miejsce w świecie, swoje miejsce w sercach innych ludzi. Jedyne, niepowtarzalne. Wezwanie do nawrócenia jest pytaniem: jak o nie dbasz?

Dodaj komentarz